Dzień 1 – wylot do Kataru

Pakowanie skończyłem późno w nocy, zdecydowanie za późno. O północy dopadła mnie panika, bo byłem przekonany, że nie zmieszczę się ze wszystkim do jednej walizki. Na szczęście, po kilku podejściach udało się w końcu ją domknąć. Spałem może dwie godziny – sen był tak płytki, że kiedy obudził mnie przeraźliwy dźwięk dzwonka, miałem wrażenie, że umarłem i ktoś właśnie reanimuje zombie, przez chwilę byłem nawet przekonany, że przespałem samolot.

Taksówka przyjechała punktualnie o 3.30. Na lotnisku marzyłem już tylko o tym, żeby wejść na pokład samolotu i uciąć sobie drzemkę. Na lotnisku w Warszawie najpierw postawiłem się na nogi podwójnym espresso i obfitym polskim śniadaniem, a potem ruszyłem w stronę bramek.

W samolocie do Dohy miałem nadzieję na miejsce przy wyjściu awaryjnym, tak żeby móc spokojnie i wygodnie wyprostować nogi. Niestety, ktoś mnie ubiegł i wylądowałem na samym końcu maszyny. Zasnąłem niemal od razu i tak przeleciało mi te kilka godzin: trochę snu, trochę jedzenia, budziłem się tylko wtedy, gdy serwowano napoje i posiłki – tak upłynęło pięć godzin lotu, na przemian drzemki i kieliszek czerwonego wina.

Dopiero z czasem uświadomiłem sobie, że samolot nie był Qatar Airways, tylko Oman Air i różnica była wyraźna. Maszyna była rozklekotana ale w porządku, zdecydowanie brakowało tego komfortu, do którego przyzwyczaiły mnie loty na trasach do Islamabadu czy Kuala Lumpur.

Wylądowaliśmy o 16:00. Na zewnątrz czekała mnie ściana gorąca: 41 stopni i lepka wilgoć, która dosięgnęła mnie dopiero między budynkami, gdy błądziłem w poszukiwaniu Ubera.

Hotel okazał się przyjemnym zaskoczeniem: przestronny pokój na 19. piętrze, świetny widok i wygodne łóżko. Planowałem popracować, ale rozsądek zwyciężył: rozpakowałem się, zrobiłem kawę i pozwoliłem sobie na długą kąpiel.

A jednak spokój był tylko pozorny, pod powierzchnią czaił się ciężar, czuję narastający niepokój i w tle cały czas siedzi myśl, że to dopiero cisza przed burzą. Jutro najprawdopodobniej czeka mnie prawdziwy maraton spraw do dopilnowania. Mam wrażenie, że fala obowiązków i terminów dopiero się na mnie wyleje. Przygotowuję się na to mentalnie, bo wiem, że kolejne dni nie będą łatwe. Teraz chodzi tylko o jedno: przetrwać i nie zwariować

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 Responses to Dzień 1 – wylot do Kataru

  1. salmiaki's awatar salmiaki pisze:

    Niepotrzebnie się i mnie stresujesz. Wiadomo, że dasz sobie ze wszystkim radę. Kto, jeśli nie Ty?
    Ja jestem o Ciebie spokojna.
    I pisz… pisz…I zdawaj relację na bieżąco!
    Trzymam kciuki!

  2. Lucia's awatar Lucia pisze:

    Będzie dobrze. Tyle kciuków. I ten widok za oknem. Uściski

  3. Agnieszka's awatar Agnieszka pisze:

    Powodzenia 🙂

Dodaj komentarz