Dzień 26 – ostatnie 48 godzin

Ostatnie dni to nieustanne trzymanie mnie w niepewności. Myślałem, że będę musiał zostać tutaj dłużej, ale szmatogłowa nie potrafi się zdecydować i przeciąga decyzję.. A ja jasno określiłem się już w niedzielę – nikt nie będzie mi w ostatnim momencie mówił, że mam zostać, ja też muszę się zorganizować, mam swoje życie, swoje plany i nie mam najmniejszej ochoty dopasowywać się do humorów pańci, która sama nie wie, czego chce.

Najgorsze, że jej niezdecydowanie odbija się na mnie, bo to ja mam się naginać, słuchać komentarzy o „braku elastyczności”. Tyle że ja elastyczny już byłem – teraz pora pomyśleć o sobie.

W biurze dzieje się niewiele. Rosjanin trzyma mnie z daleka od wszystkiego, jakby wiedział, że i tak nie zagrzeję tu miejsca. Nie dzieli się informacjami i szczerze wcale mi to nie przeszkadza. Z innymi trzymam jeszcze jako taką sztamę, ale im bliżej powrotu, tym mniej interesuje mnie utrzymywanie relacji.

Moje wyglądają podobnie: hotel – biuro – hotel – basen – kolacja – spanie – śniadanie. Tyle. To moje ostatnie chwile tutaj.

A żeby nie było za spokojnie – przedwczoraj w Doha odbył się arabsko-islamski szczyt kryzysowy w reakcji na izraelski atak na Hamas. Pół miasta było sparaliżowane, korki gigantyczne, wracałem godzinę z biura, a na taksówkę czekałem dodatkowe pół.

Doświadczenie egzotyczne, ale zamiast poczucia, że jestem w centrum ważnych wydarzeń, miałem tylko ochotę teleportować się na weekend do Polanicy.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 Responses to Dzień 26 – ostatnie 48 godzin

  1. agnecha's awatar agnecha pisze:

    Dobrze, że potrafisz tak jasno „się” stawiać. I planować 🙂 w przeciwieństwie do tej niezdecydowanej pani.
    Jest jakaś.. ulga i uśmiech, że za chwilę to się skończy, że wrócisz do siebie i będziesz miał tą „katarską przygodę” za sobą. Trzym się. To tylko 2 dni 🙂 [Katar zaskakuje, ciekawe czy jeszcze czymś zdąży.. tylko najlepiej czymś miłym].

    • saberblog's awatar saberblog pisze:

      Katar zaskakuje ….pogoda! Wczoraj upał 46 stopni a dziś już tylko 39😂

      • agnecha's awatar agnecha pisze:

        To da się żyć 😉 U mnie dziś w cieniu 17 stopni. W słońcu wiadomo, więcej. Ale jak wrócisz, znów będzie ciepło, tak przynajmniej zapowiadają. Pewnie przyciągniesz katarski upał ze sobą ;P

Dodaj komentarz