Dzień 27 – ostatnie 24 godziny

Nie powiem, szybko zleciało. W gruncie rzeczy nie było aż tak źle, a z perspektywy czasu to najwięcej stresu kosztowała mnie sama logistyka i przygotowania, więc nie sam pobyt czy praca na miejscu. Klientka dalej pozostaje dla mnie kompletnie nie do zaakceptowania – opryskliwa, humorzasta, pozbawiona podstaw dobrego wychowania i nic tego nie zmieni. Na szczęście pod koniec musiałem rozmawiać z nią tylko kilka razy i to mi wystarczyło. Wiem, że szmatogłowa za parę tygodni znowu się obudzi, zacznie żądać wsparcia, ale czy dostanie je ode mnie – nie jestem w tym momencie przekonany. Za kilka tygodni będę już w innych realiach i to ja będę miał wybór.

A na plus to pod koniec października pogoda ma się tu poprawić. Będzie znośniej, łatwiej o aktywności na świeżym powietrzu, a tym samym więcej okazji, żeby poznać tę część świata.

Mimo to dalej nie potrafię powiedzieć, że chciałbym zostać tu na dłużej, na tygodnie czy miesiące. To nie jest tak, że jest super dobrze albo tragicznie źle. To raczej dziwny stan zawieszenia, takie oderwanie od znanej mi codzienności. Znajomi, rodzina – wszyscy pozostają daleko. Nie spędzam tutaj jakoś wyjątkowo czasu, nie uczę się niczego przełomowego, zawodowo nie dostaję nic w zamian za bycie poza krajem. I właśnie to uczucie, że trochę jestem jakby poza własnym życiem pozostaje najdziwniejsze.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 Responses to Dzień 27 – ostatnie 24 godziny

  1. Mam nadzieję, że przynajmniej finansowo jesteś zadowolony

  2. Lucia's awatar Lucia pisze:

    Wracaj szczęśliwie. I zapakuj trochę ciepła, a nawet upału. Uściski

Dodaj komentarz