Seria niefortunnych przypadków mojego ciała

Ostatnio mam wrażenie, że moje ciało zapisało się na jakiś półmaraton chorób i kontuzji, z nagrodą główną w postaci zestawu leków i pucharu z taśmy. Co kilka dni dopada mnie coś nowego: raz wirus, raz zatrucie, a czasem ból w miejscu, którego bym się nie spodziewał.

Na pierwszy ogień poszedł nadgarstek, prawa ręka postanowiła wziąć urlop zdrowotny bez konsultacji ze mną. Ortopeda obejrzał, zamruczał coś o rehabilitacji, po czym skierował mnie na termin za tysiąc lat. W międzyczasie zdążyłem polecieć do Arabii Saudyjskiej, wrócić i nadgonić parę seriali w internacie. W końcu dałem za wygraną i umówiłem się prywatnie, pan rehabilitant w magiczny sposób poskładał mnie, pokleił różnobarwnymi taśmami jak prezent pod choinkę i po dwóch tygodniach cud, bo nic nie boli, nic nie strzyka, a ja wreszcie mogę spać bez jęków po przebudzeniu.

Potem przyszła kolej na covida, który prawdopodobnie przygarnąłem gdzieś między gate’em 14 a 16, bo po locie zacząłem smarkać i prychać jak stary zdechlak. Ból ucha był bonusem gratis, ale przynajmniej nie musiałem zaiwaniać do pracy, trochę odpoczynku, dużo leżenia i jakoś wyszedłem na prostą.

Ledwo co się pozbierałem, to przyszło zatrucie z gatunku „wyciskacz z życia”. Parę kilo z głowy, odwodnienie, zero siły, tylko elektrolity i nadzieja, że kiedyś jeszcze spojrzę na jedzenie bez strachu.

To nie koniec, był deser – podczas golenia zaciąłem się, nic wielkiego do czasu, aż moja szyja zamieniła się pole uprawy bakterii, z wysypką i krostami w pakiecie. Marzyłem tylko o tym, żeby móc chodzić w golfie i nie pokazywać się ludziom na oczy.

Pogoda zrobiła się nieprzewidywalna, co też nie pomaga, bo raz upał, raz wiatr i klimatyzacja dorzuca swoje trzy grosze. Ciągle coś mnie łapie, a ja próbuję doprowadzić się do stanu używalności.

Byleby jeszcze tylko dociągnąć do końca roku.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

15 Responses to Seria niefortunnych przypadków mojego ciała

  1. To brzmi trochę, jak krzyk Twojego organizmu: odpuść trochę, odpocznij, oczyść głowę, serwujesz mi za dużo myśli i działań. Musicie ze sobą odbyć męską rozmowę i ustalić jak ze sobą współpracować. A tak zupełnie serio to sygnały z ciała często mówią nam, że powinniśmy się przyjrzeć temu jak działamy i czy nie jesteśmy przeciążeni. Kuruj się, regeneruj, a potem rób regularne kontrole jak sie masz fizycznie. Ja często zapominam o dbałości o komfort fizyczny i wtedy moje eksploatowane ciało daje mi w kość z nawiązką. Normalnie Rebellion of the bodies 😉

    • saberblog's awatar saberblog pisze:

      Nie wiem, czy to mój organizm woła o pomoc, czy po prostu życie wrzuciło mi piąty bieg – wszystko się spiętrzyło, ludzie nie dowożą, a ja coraz częściej marzę, żeby rzucić wszystko w cholerę i zaszyć się w domku w lesie bez maili, telefonów i wiecznych „pilnych tematów” i zapalić sobie świeczki.

      Z drugiej strony… lubię to, co robię. Fajnie, że coś się dzieje, że wciąż jestem w ruchu – jednego dnia widzę z okna drapacze chmur, a kilka godzin później z okna mieszkania patrzę prosto w oczy sąsiadowi, który z nudów zagląda mi do salonu i ogląda mój burdel . 😂

      Przegląd techniczny ciała planuję dopiero na grudzień, więc póki co muszą mi wystarczyć weekendowe wypady, kino, teatr, rodzinne spędy i medytowanie w pozycji horyzontalnej czyli klasyczne „nicnierobienie” ale z pełną świadomością.

  2. Do końca roku, ale lepiej nieco dalej 😉😉

  3. salmiaki's awatar salmiaki pisze:

    Mówią, że do wesela się zagoi. Może wkręć się do kogoś na imprezę?
    Zdrówka życzę! Musisz mieć siły na kolejne podróże, szkolenia, kursy, warsztaty, spotkania, kolacje, drinki i kawusie 🙂

    • saberblog's awatar saberblog pisze:

      Wesela mi życzysz?!?! 😂
      Dziś prycham ale głowa przynajmniej mnie nie boli, katarek tylko lekki.
      Na weekend mam plany więc muszę się podmurować. Kawusię i drinki średnio mi wchodzą, smaku nie mam

  4. agnecha's awatar agnecha pisze:

    Zdrówka, zdrowia Ci życzę..
    Zaopiekuj się sobą najlepiej jak potrafisz 🙂

  5. pszczolkamaja's awatar pszczolkamaja pisze:

    Ale że jak, od nowego roku ma być lepiej? Może będzie (czego Ci życzę), albo nie bo los przewrotny niestety.

    • saberblog's awatar saberblog pisze:

      Dziękuję! 😊 Właśnie takie podejście pomaga mi iść do przodu, nieustanie wierzę, że dużo zależy od nas samych. Los bywa przewrotny, ale ja wolę działać niż czekać, aż coś się samo ułoży, bo nigdy się nie układa. Szklanka jest dla mnie zawsze co najmniej do połowy pełna! 💪✨Jak nie będzie lepiej, to zmienię otoczenie, pracę, miasto a nawet kraj jak będzie trzeba.

  6. Lucia's awatar Lucia pisze:

    Mam problem z dodaniem komentarza.

    Napisałam, że trudno dodać polubienie i, że to pewnie zemsta za kawałek lata jaki sobie zafundowałeś w Katarze.

    Ale serio, organizm zareagował na stres jakiego mu nie szczędziłeś. Nie wierzyłam w to do momentu aż po powrocie mój własny zareagował bez racji. Ale jak mówi znawca ” wszystko mija, nawet najdłuższa mija ‚. Uściski

Dodaj odpowiedź do salmiaki Anuluj pisanie odpowiedzi