Od kilku miesięcy razem z bratem planowaliśmy, aby 70. urodziny naszej mamy spędzić inaczej niż zwykle. Chcieliśmy uniknąć scenariusza, w którym spotykamy się we domu przy kotlecie i mizerii albo idziemy do tej jednej, „bezpiecznej” restauracji, akceptowanej przez wszystkich. Marzyło nam się coś bardziej wyjątkowego – dzień, który naprawdę zostanie w pamięci.
Kiedy okazało się, że mogę zorganizować wyjazd do Krakowa, weekend w fajnym hotelu, w innym miejscu i przede wszystkim bycie razem przez trzy dni non stop, pomyślałem: czemu nie? To mogą być naprawdę piękne urodziny dla mamy. Chcieliśmy po prostu spędzić ten czas razem, bez stresu, spiny i odświętnie.
Planowanie zaczęliśmy dużo wcześniej – ja zarezerwowałem hotel, brat zajął się organizacją podróży do Krakowa. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie opóźnienia spowodowane śniegiem i uszkodzeniami trakcji kolejowych. Mimo tych przeszkód w końcu spotkaliśmy się w piątkowy wieczór, na mamę czekał w hotelu piękny bukiet kwiatów, a w prezencie butelka szampana.
W sobotę wybraliśmy się na długi, bardzo przyjemny spacer, zwiedziliśmy podziemny Kraków i po prostu byliśmy ze sobą cały dzień. Wieczorem poszliśmy do naprawdę świetnej restauracji na uroczystą kolację, było bardzo sympatycznie, ciepło i pysznie, jedzenie było znakomite, dokładnie takie, jakie sobie wymarzyliśmy. Właśnie o to najbardziej nam chodziło: wspólny czas, miłe rozmowy i poczucie, że te urodziny są naprawdę wyjątkowe.
Te trzy dni zaskoczyły mnie bardziej niż prognoza pogody. I to nie dlatego, że w Krakowie było zdecydowanie zimniej niż we Wrocławiu, ale dlatego, że ani razu się nie pokłóciliśmy. Zero niesnasek, żadnych słownych przepychanek, nikt na nikogo nie warczał ani dziwnie nie patrzył. Co więcej nie miałem nawet potrzeby ewakuowania się w trybie awaryjnym „byle dalej od rodziny, byle mieć trochę świętego spokoju”.
Kraków przywitał nas mrozem i białymi akcentami, podczas gdy we Wrocławiu śnieg zdążył już przejść do historii. Spacerując po chłodnych ulicach, miałam wrażenie, że to taki mały powrót do prawdziwej zimy – tej z czerwonym nosem i gorącą herbatą w dłoni. To był mój ostatni zimny weekend przed urlopem. Ostatnie czapki, szaliki, ostatnie zmarznięte palce i ostatnie „ale dziś piździ”. Został już tylko tydzień a potem znikam do ciepłych krajów.

Piękny prezent, najpiękniejszy! Wspólny czas razem w fajnym miejscu. Bez pośpiechu. W takich okolicznościach to.. i zimę można polubić 😉
Aby razem ☺️
Moja córka z okazji 60 urodzin zabrała mnie do Oslo (ode mnie to jakieś 2 godz samochodem). I tak, zdecydowanie był to cudny pomysł. I też ani przez chwilę nie miałam potrzeby ulotnienia się.
Myślę sobie, że w sumie to najcenniejsze co możemy ofiarować: czas i swoją uwagę. Spokojne wędrowanie, niewymuszone rozmowy, bycie razem – minęło już kilka miesięcy a ja się wciąż uśmiecham i czuję ciepło. Mam nadzieję, że twoja mama też będzie się długo cieszyła tym prezentem.
Z czasem rodzice stają się coraz bardziej sentymentalni. Nie marzą już o prezentach, nowych garnkach, ubraniach czy termomiksach, najbardziej liczy się dla nich wspólnie spędzony czas.
Gdyby mama poprosiła mnie o dwa tygodnie urlopu non stop, pewnie bym nie dał rady, ale na weekend to jak najbardziej.
A mama? Przeszczęśliwa 😀
Nie każdy lubi wyjazdy, podróż, pakowanie się, meldowanie w hotelu, wybór dań w restauracji…
…ale i my jakiś czas temu zaryzykowaliśmy i zaczęliśmy w ten sposób organizować ważne chwile. Wspólnie spędzony czas okazał się strzałem w dziesiątkę. Teraz wysyłamy rodziców na weekend z okazji okrągłej rocznicy ślubu. O ile nic nie pokrzyżuje ich planów, spotkają się ze znajomymi ze studiów.
Mój kuzyn natomiast co roku wynajmuje przestronną willę (z wyżywieniem), w której spotyka się z rodzeństwem i ich rodzinami, w Wielkanoc. On jest już dziadkiem, jego siostra babcią. Jak się zbiorą ich rodziny- chata pełna. Lubią aktywnie spędzać czas, a pogoda zazwyczaj im sprzyja.
Ale… ale… w swoje urodziny najchętniej uciekłabym na bezludną wyspę… ale taką, żeby stoliczek mi się sam nakrywał i łóżko samo ścieliło 😉
Mroźny Kraków nie jest atrakcyjny, podobnie zresztą jak Paryż, więc pozostaje powrót na wiosnę.