Po solidnym, leniwym śniadaniu byłem gotowy na kolejną porcję Buddy i pagód – wiedziałem, że przede mną intensywny dzień. Mój przewodnik przyjechała chwilę po dziewiątej i ruszyliśmy w stronę kolejnych świątyń rozsianych po bezkresnej równinie.
Nie mam pojęcia, ile ich tego dnia zobaczyliśmy – 6 czy może 10? W pewnym momencie zaczęły zlewać się w jedną opowieść z cegły, malowideł i złota. Każda trochę inna, a jednak podobna, te same schody, te same wąskie przejścia, przyjemnych chłód, zapach kurzu i kadzideł, ale mimo tego zmęczenia powtarzalnością, cały Bagan miał w sobie coś hipnotyzującego. To miejsce naprawdę robi wrażenie i trudno przejść obok niego obojętnie.









Nie wróciliśmy od razu do hotelu. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na lunch, a kiedy w końcu dotarłem na miejsce, zamiast paść na łóżko, wskoczyłem do basenu. Najpierw oczywiście upewniłem się dyskretnie, że pływanie jest bezpieczne i nie spotkam tam ani wodnego węża, ani czegoś, co będzie mi się śniło po nocach. Kiedy już wszedłem do wody, poczułem przyjemne ukojenie.
W okolicach miasta odwiedziliśmy wiele rolniczych wiosek. Życie toczyło się tam spokojnie, z dala od głównych dróg i turystycznych tras, proste domy, pola uprawne, dzieci biegające boso, w tych miejscach można było zobaczyć prawdziwą codzienność – tradycyjne techniki pracy, rękodzieło, zwykłe życie bez pośpiechu.





















W pamięci szczególnie zapadła mi jedna wioska, nie wiem, czy była „na trasie”, czy trafiliśmy tam przypadkiem, wyglądała autentycznie i akurat odbywało się tam wesele. Zostaliśmy zaproszeni na poczęstunek, zupełnie naturalnie, bez dystansu. mogłem obserwować ceremonię, stroje, sposób, w jaki ludzie się bawili, patrzyłem na ich relacje, gesty, uśmiechy. Zwyczajna życzliwość, szczere zainteresowanie, zagadywanie mnie bez skrępowania, czułem się mile widziany, a nie jak intruz z aparatem. To było jedno z tych doświadczeń, których się nie planuje, a które zostają w głowie na długo.
W Birmie nie spotkałem nachalnych sprzedawców. Owszem, coś proponowali, ale bez presji, bez irytującego nagabywania, raczej z uśmiechem i szacunkiem, było w tym coś bardzo naturalnego i bardzo ludzkiego.



















Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.