Królestwo Grzmiącego Smoka, czyli kraj który trzeba poczuć.

Bhutan. Królestwo Grzmiącego Smoka. Już sama nazwa brzmi trochę jak tytuł jakiejś baśni, w której gdzieś wysoko w Himalajach ukryta jest kraina szczęśliwości, ludzie żyją w harmonii, czas płynie wolniej, a codzienne problemy nie istnieją.

To jeden z tych krajów, które podobno nie są stworzone do zwykłego zwiedzania, bo nie chodzi tutaj o zaliczanie kolejnych atrakcji, odhaczanie zabytków z listy czy robienie zdjęć na tle malowniczych krajobrazów. Bhutan podobno trzeba przede wszystkim doświadczyć, zatrzymać się, zwolnić i spróbować zrozumieć sposób myślenia ludzi, dla których buddyzm, duchowość i wewnętrzna równowaga są czymś znacznie więcej niż tylko częścią narodowej tożsamości.

Łatwo powiedzieć „zwolnij”, kiedy człowiek przyjeżdża tu na kilka dni i ma w planie całą listę miejsc do zobaczenia, ale coś w tym jest. Bhutan ma w sobie atmosferę, która sprawia, że człowiek zaczyna patrzeć na otaczający go świat nieco inaczej, przynajmniej tak to wygląda z perspektywy przybysza.

Nie sposób nie zachwycić się przyrodą – zielone, porośnięte lasami zbocza Himalajów, malownicze doliny, góry ginące gdzieś w oddali i niesamowita przestrzeń. Do tego architektura, monumentalne dzongi, tradycyjne drewniane budynki, bogato zdobione okna i charakterystyczne dachy. Wszystko ma swój styl i trudno pomylić Bhutan z jakimkolwiek innym miejscem na świecie.

Buddyzm tybetański jest obecny niemal wszędzie: w architekturze, symbolach, codziennych rytuałach i sposobie życia mieszkańców – widać go na każdym kroku, podobnie jak szacunek do monarchii i rodziny królewskiej, która zajmuje szczególne miejsce w świadomości Bhutańczyków.

Interesujące jest podejście Bhutanu do turystyki, bo władze nie zamierzają otwierać kraju na masowy napływ turystów, tanich wycieczek i backpackerów podróżujących z plecakiem za kilkanaście dolarów dziennie. Wysokie koszty pobytu i określone zasady organizowania wyjazdów mają ograniczać skalę turystyki i chronić lokalną kulturę oraz środowisko – nie jest to kierunek dla każdego, kto spontanicznie postanowił wyskoczyć na weekend w Himalaje.

Nie ma tu takiego natężenia turystyki, jakie znam z popularnych azjatyckich kierunków, bo jest czyściej, spokojniej, a wiele miejsc sprawia wrażenie niemal nietkniętych przez masową komercję.

Unknown's avatar

O saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na Królestwo Grzmiącego Smoka, czyli kraj który trzeba poczuć.

  1. Ultra's avatar Ultra pisze:

    Buthan ogranicza także wyjazdy młodych ludzi, by ograniczyć kontakt z tym „zepsutym zachodem”, co oznacza przegięcie w drugą stronę.

    Zasyłam serdeczności

Dodaj komentarz