Był sobie dzień

Dzisiejszy dzien byl jak codzien. Od po prostu kolejne 24 godziny spedzone pomiedzy praca, wykonywaniem obowiazkow, znajomymi, zmaganiem sie z pseudoproblemami rzeczywistosci. Nic specjalnego sie nie wydarzylo, razem z M&Ms odebralem ich gosci z Wawy, wpadlismy na obiad do Havany, poogladalismy sobie „kolorowe ptaki” w niej pracujace, teraz jestem w domu.
A. ma przyjechac i pozeganc sie ze mna zanim wyjade. Jedzie do mnie ze Szczyrku i jestem zly bo znow sie spoznia. Jak kogos nauczyc punktualnosci?

Jutro o 5:23 mam pociag. Wybieram sie do Tomaszka na wodeczke. To bedzie epokowa chwila, pierwszy raz zamiast gdzies na obczyznie, spotkamy sie na polskiej ziemii – juz nie na amerykanskiej jak to zwykle bywalo. Tradycji musi stac sie jednak zadosc: bedzie wodeczka, tequila, zagrycha i Marlboro Light 100’s.
Nie lubie Warszawy ale co mi tam…

Otagowano | 1 komentarz

Poranne przepychanki

Od rana mam ciche dni z mamuśką.
Zaraz po przebudzeniu ciśnienie poszło mi gwałtownie w górę i bynajmniej nie za sprawą porannej filiżanki kawy.
Na szczęście obyło się bez rękoczynów i zwrotów sponsorowanych literkami K, CH i P.
Jak można przypuszczać, mój poranny nastrój był iście teatralny, uskuteczniło go następnie kilka niefortunnych okoliczności: ględzenie babci, jej szczęka w moim kubku do mycia zębów, popsucie się myszki od komputera, dwa razy uciekł mi tramwaj, raz winda, za wcześnie wyszły mi fajki, okazało się że nie mam materiałów do magazynierki, na poczcie była hiper długa kolejka, pani w Polsko Litewkiej Izbie Handlowej pracuje tam chyba za karę, jak przyjechałem do czytelni to akurat była przerwa, potem zrobiłem ksero nie tych stron co potrzebowałem, nie zdążyłem na konsultacje do profesora i spóźniłem się do pracy aż 6 minut. No ale to pryszcz..

A. także miał do mnie pretensje, że przestałem do niego wysyłać dwuznaczne SMSy, że go niby zaniedbuję… A przecież dziś w biurze w zasadzie byłem stracony dla świata.
Cały dzień siedziałem przy papierkach i tworzyłem bazę konkurencji, która jest nowatorskim i błyskotliwym pomysłem mojej dawno nie przelożonej przez nikogo przelożonej. Kierownica stała mi nad głową cały czas, więc nie miałem nawet chwili, aby spojrzeć na telefon. Ba! Nie miałem czasu na wyjście do toalety i tak sobie myślałem, czy nie podjąć próby bicia rekordu Guinessa w trzymaniu moczu. Wreszcie gdy udało mi sę wyskoczyć na moment, to okazało się, że WC było closed. Horror!

Ale za to u mojej koleżanki w domu rządzi sex! Jej sunia Aira ma cieczkę i jest jedną wielką strefą erogenną. Nie można jej nawet dotknąć, spojrzeć nawet, bo od razu sztywnieje i oczy jej robią się maślane. Nimfomanka! Chodzi na spacery na smyczy, bo jakby mogła, to pobiła by Mesalinę w puszczaniu się.

A tak poza tym to jestem już w domu, siedzę w kapciach, piję melisę, słucham płyty i jest mi cudnie…

Dodaj komentarz

Zwykły dzień

Przybrało mi się na wadze i wyglądam papuśnie. W rozmiarze S wyglądam znów jak piłka plażowa. No ale co mi tam…

Po pierwsze, dla mężczyzny wzorzec supermena jest tak nieosiągalny, że może istnieć obok. Natomiast to panie uwierzyły, że mogą zrealizować wzorzec chudej lolitki.

Po drugie, udane życie seksualne polega na spełnianiu niewypowiedzianych życzeń. Wydaje się być trudne, ale możliwe.

Po trzecie, nie ja jeden mam kłopot. Za przeproszeniem – ja nie mam żadnych.

2 Komentarze

Praktyka dzień 2 – Ściąganie należności

Przede mną lista 10 osób, które zalegają z ratą za stacjonarne kursy języka obcego, do wyboru: angielski lub niemiecki.
3 razy rozmawiałem z automatyczna sekretarką
3 razy nikt nie podnosił słuchawki
– Dzień dobry tu (nazwa firmy, imię i nazwisko) przy telefonie. Czy rozmawiam z Panią / Panem X? Pozwoliłem sobie Pana /Panią niepokoić gdyż wg naszych kalkulacji od marca zalega Pan /Pani z wpłatą kolejnej raty za wykupiony u nas kurs języka w sumie (56 – 680 PLN).
Po chwili.
– Aha, Pani jest tylko babcią a rodzice w pracy…, mają problemy, ojej rozumiem,… to dlatego nie płacą,… aha… rozumiem to niech zapłacą jak będą mieli,… naturalnie że możemy ociupeńkę poczekać,…. bardzo państwu współczuję, rozumiem jak w trudnej znaleźliście się sytuacji,… ojej… Do widzenia, pozdrawiam.
Komentarz koleżanki:
– …jeszcze dodaj że jak nie ma, to sam zapłacisz za nią z własnej kieszeni i na dodatek pocałujesz ją w dupę

WNIOSEK: nie mogę pracować w windykacji

Opublikowano praca | Otagowano | 1 komentarz

Praktyki dzień 1.

Pierwszego dnia praktyk zapoznałem się z obsługą faxu, telefonu oraz kserokopiarki.
O ile telefon wydawał mi się rzeczą mało skomplikowaną technicznie o tyle obsługa aparatu wielofunkcyjnego z kilkoma liniami okazuje się nie lada sztuką…
Fax to pryszcz: włożyć do góry nogami i odwrotnie, zadzwonić i potem start. Bułka z masłem!
Ksero: odnalezienie i wybranie właściwego miejsca do ułożenia odpowiedniego formatu kartki jest banalnie proste, o ile zaznaczone jest to kolorowymi kreskami. Przy braku takich oznaczeń, co zdarza się w starych zdezelowanych modelach, kserowanie czegokolwiek przypominało w moim wykonaniu zabawę, w co mi wyjdzie jak położę kartkę tu a co jeśli tam…uda się czy się nie uda…zgaduj zgadula. Jeśli dodamy do tego jeszcze wciąganie papieru w wałki mechanizmu oraz konieczność nagrzewania się urządzenia za każdym razem, gdy zablokuje go papier, kserowanie 10 kopii 7-stronnicowej broszury potrafi zająć nawet 60 minut.
Śmiałkom życzę milej zabawy…

Ponadto zauważyłem, że w jakichkolwiek kontaktach z panią kierownik przydatna jest znajomość odpowiedniego aparatu pojęciowego na poziomie biznes inglisz: target, agenda, tipsy, oki doki, stejtment, aplikejszyns, zaaplikować, lifletsy, czelendż, hendałty… O szit, fak ju ju bicz!

Opublikowano praca | Otagowano | Dodaj komentarz

Praktyka

Na uczelni swojej Beverly Hills bardzo długo wisiało ogłoszenie o możliwości odbycia praktyk w przedstawicielstwie zagranicznych szkol językowych. Oferta gwarantowała studentom miesięczną praktykę w zamian za referencje. Cały program hucznie nosi nazwę „Wstępu do Kariery”. Jako że pisanie pracy magazynierskiej miało trwać u mnie raptem kilka tygodni, wyjazd do San Francisco zaplanowałem dopiero na połowę lipca plus fakt że nie znoszę bezczynności złożyłem wymagany cv-ik i odbyłem rozmowę kwalifikacyjną. Po cichu liczyłem na to, że praktykę mam już w kieszeni, gdyż kierownik wrocławskiego oddziału okazała się być tylko kobietą wykazującą typowe zachowanie swojego gatunku podczas wiosennych godów na widok zadbanego, kulturalnego, zdrowo wyglądającego i dobrze ubranego faceta.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Spęd klanu

Wesele siostry ciotecznej było kolejną okazją do spędu rodzinnego. Ze zgromadzonych w kościele najprzystojniejszy okazał się ksiądz (lepiej wygladał w sutannie niż potem bez), bo siostra z 6 miesięcznym brzuchem a pan młody to szczurek w o 2 numery za dużym garniturze, zapewne po jednym z czwórki starszych braci.

Najczęściej moja osoba poddawana była jednej kluczowej sugestii: No to następne wesele będzie u Ciebie, co?
Odpowiedź ojca: Na niego to bym zbytnio nie liczył…oglądaliście kiedyś taki film „Stracone Złudzenia”…?

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Pozegnania

Pożegnałem sie z L. Przez 5 lat studiowaliśmy razem, spotykaliśmy się w akademiku, potem ciągle u W. i wydawało mi się, że taki stan rzeczy będzie trwał jeszcze długo. Leci do Australii do Sydney. Sama, ale ze wspomnieniami. Ciekawe czy jeszcze kiedyś się spotkamy? Ciekawe czy nasza znajomość się utrzyma? A może będzie już tylko tak byle jak?

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Wspomnienia zapisane

„Pożądanie sprawia, że człowiek jest nader śmiały. Ale miłości zawsze towarzyszy onieśmielenie”

Wczoraj w nocy zupełnie nie mogłem spać. Od 2 aż do wczesnego ranka przekładałem się z boku na bok uporczywie próbując znaleźć wygodna pozycję do zaśnięcia.
Nigdy nie cierpiałem na bezsenność, ale tamtej nocy zacząłem zastanawiać się na jakimiś skutecznymi metodami na moją nową przypadłość. Wszyscy z domowników spali w najlepsze – ojciec wstał pierwszy. Gdy tylko usłyszałem dźwięk jego budzika wygramoliłem się prędko z lóżka i pomaszerowałem do kuchni, wypić z nim poranny kubek kawy.

O 9 przyjechał A.
Pomimo unoszących się w przedpokoju oparów OPIUM nigdy nie zapomnę tego widoku, to co miał na sobie a właściwie czego z premedytacją nie założył a efekt odznaczał się w jego obcisłych, błękitnych dżinsach… Na sam widok po prostu mnie zamurowało, później mnie rozchichotało a za chwilę na nowo zdefiniowaliśmy określenie „kolega”.
Dobrze że żadne z rodziców nie wróciło nagle wcześniej z pracy…
Po wspólnym drugim śniadaniu, kolejnej filiżance kawy, pogaduchach od słowa do słowa, dziwnym trafem znów wylądowaliśmy w pozycji horyzontalnej.
A. miał zaplanowane zakupy, postanowiłem pojechać z nim i potowarzyszyć mu trochę. Jednak już po 3 godzinach miałem wszystkiego potąd! Podobnie jak urocze ekspedientki z „Vistuli” miały dość takiego niezdecydowanego klienta, który sam nie wie czego chce, nie potrafi zdecydować który garnitur wybrać i czy w ogóle go kupować. Naprawdę starałem się być cierpliwy i wyrozumiały, ale był moment, kiedy chciałem po prostu rzucić wszystko, bluzgnąć głośno i wymaszerować z Galerii. Ile można zapewniać, że ktoś ładnie wygląda, że krój, kolor i fason są właściwe, że pasuje, że cena jest do zaakceptowania?! Pan ekspedient dobierając A. właściwy krawat ani się nie dwoił ani nawet nie troił – on był ekspedientem silnia!
Ja: – Powinieneś przymierzyć też spodnie…
A: – Po co?
Ja: – …bo garnitur to nie tylko kamizelka i marynarka ale też spodnie.
Po chwili
A: – A czy ja mogę zasłonić tą zasłonkę?
Sprzedawca (30/185/80 brunet): – Tak , może Pan, nikt nie będzie tu Pana podglądał. Ja tu zresztą stanę i przypilnuję (uśmieszek)
A: – …o to ja wolę żeby mnie Piotr pilnował…

Naturalnie A. nie kupił tego garnituru…za pierwszym podejściem. Udało mu się to dopiero za drugim, jak już wracaliśmy do auta. Przekonywanie go, że wygląda w nim bosko, plus moje jednoznaczne niezadowolenie przekonały go ostatecznie to tego wydatku. A. nawet „szarpnął” się na pokrowiec, dokupił jeszcze koszulę no i skarpetki pod kolor, bo inaczej nie byłby sobą…

To był udany dzień, chciałbym więcej takich dni…

Otagowano | 1 komentarz

Myśli pisane po pijanemu

Dzisiaj znów sie lekko wstawiłem ale nie żebym miał jakieś doły czy przyżywal rozterki życiowe. Po prostu tato wyciagnał mnie do knajpy. siedzieliśmy sobie w Mexico Barze: ja, tato i jego brat – i bylo super, chciałbym kiedyś wylądować w barze ze swoim bratem – tak za parenaście lat, żeby było co wspominać…

Chyba jestem trochę plotkarą – tak wyszło, ale z drugiej strony dowiedziałem sie czegoś co uchroni moją przyjaciólkę od watpliwej reputacji Łukasza…

Jestem prawdziwym szczęściarzem, nie mam prawa narzekać – siedziałem sobie dziś w barze w hotelu Dorint i do takiego wniosku doszedłem po 5 piwie, a jaka muzyka grała – ehh szkoda gadać…

Kocham zyć!!!

Aruś jutro przyjeżdża będzie ostra jazda…

1 komentarz