W czwartek odbył się długo oczekiwany bal magistra. Dowiedziałem się o sobie czegoś nowego: że kiepski byłby ze mnie skarbnik – zupełnie nie wiem jak to się stało, niby zbierałem skrupulatnie pieniądze a w efekcie dopłaciłem do tego interesu 30zl z własnej kieszeni. I skąd? Są dwa najbardziej logiczne wytłumaczenia: albo brat mi podkrada pieniądze z portfela albo za dużo czasu spędzam w Guinessie i trwonię nie swoje pieniądze na kolorowe drinki… Naturalnie ta druga mozliwość wydaje mi sie najbardziej absurdalna;)
ABC brylowały na tym balu, uwodziły swoja kobiecością… Hm, szkoda że ja nie…
Bal był w sumie kiepski, razem z W. musieliśmy ewakuować się dokądś gdzie jest przyjemniej – naturalnie padło na Guinessa. Mareczek z Olka mieli niezły ubaw, widząc nas w wieczorowych strojach i mocno pijanych ze szczęścia.
Spotkałem się P. Kiedyś imponował mi zarówno swoją dojrzałością, inteligencją, poczuciem humoru, fantazją, podejściem do wielu spraw, wyobraźnią, pomysłowością i inicjatywą, teraz jest mi go już wyłącznie żal. To co robi teraz nie różni go niczym od innych z wrocławskiego kurewnika. Tracisz Pawełku oj tracisz…
Postanowiłem zerwać z nim jakiekolwiek kontakty, ale nie będę uciekał – po prostu stanę ponad tym.
Poza tym czuje się świetnie i niech ten stan juz trwa…:)
