Wczoraj byłem zalatany jak tania dziwka

Wczoraj byłem zalatany jak tania dziwka.

Wstałem już o 6.00, miałem „podrasować” swój na nowo napisany życiorys i razem z listem motywacyjnym wysłać go w kilka miejsc. Naturalnie ojciec rozpieprzył mnie swoim telefonem o 8.00 z informacją, którą mogłem sobie co najwyżej d… podetrzeć.

Myślałem, że cały dzień przyjdzie mi spędzić przed monitorem, B. mnie olał, nie miałem planów aż do wieczora. O 17.00 moja matka organizowała zlot czarownic z liceum im Brigitte Bardot z okazji swoich imienin. Już zawczasu pomyślałem, że powinienem się ewakuować z domu, dlatego w przeddzień zadzwoniłem do Ani S. i wprosiłem się na night party połączone z degustacją wina, piwa, papierosów i noclegiem na kanapie gratis.

O 15.00, punktualnie wróciła matka i zaczął się szał cipy. Sprzątanie, czyszczenie, szorowanie, odkurzanie, jak zwykle matka zaangażowała w swoje sprawy wszystkich domowników a sama zajęła się rzeczą najtrudniejsza i najpilniejszą, czyli piciem kawy i doprawianiem swoich sałatek.

Od rana się nie goliłem, praktycznie jeszcze biegałem w piżamie dopiero ok. 16.30 zamierzałem wypacykować się i ruszyć na Popowice.
Niespodziewanie, wcześniej z delegacji wrócił tato, krzyknął, że musi mnie komuś koniecznie dzisiaj przedstawić i że najlepiej byłoby gdybym postarał się „uelastycznić” trochę swoje plany. Dla mojej mamy mogło oznaczać to spotkanie w interesach, z kontrahentami z Austrii czy Szwajcarii albo prezesem poważnej firmy, który postanowił zatrudnić mnie i wysłać na kilka miesięcy do Kaliningradu uskuteczniać sprzedaż swoich śrubek…dla mnie akurat jedno – idziemy dziś szlakiem browarów!

Zaczęliśmy jak zwykle pod Złotym Jeleniem, Pani Joasia z Pania Renia już zacierały rączki jak tylko zobaczyły nas wkraczających do baru. Poszły 2 kolejki podwójnego Johny Walker’a i piwa. Niestety ulubionego kelnera, Pana Karola nie było, pewnie tapirował sobie w domu włosy…

Na obiadek wyciągnąłem tatę do MM w sieci hotelowej „bo lubię komfort”. Znów zupka, rybka, carpaccio, tiramisu, espresso, podwójna kolejka Jasia i kilka fajek. Jak zwykle rozmawialiśmy o planach i oczekiwaniach od losu, głównie tych nierealnych? Gdzie znajdę przystań zawodową i gdzie oddam się wyścigowi szczurów? Czy mam szanse spotkać się w pracy z molestowaniem lub mobbingiem? Zastanawialiśmy się jak ten czas potrafi czasem szybko przelecieć! I że już nie jestem cudnym chłopięciem, że teraz stałem się banalnym mężczyzną, dla którego liczy się tylko praca. Że pewnie zacznę zarabiać krocie i niedługo będę jeździć ekstra furą, wczasy spędzać z coraz młodszymi panienkami na Dominikanie, kiedy żona będzie odchowywać nasz wspólny drobiazg dwunożny. Ach, gdzie te czasy, kiedy mogłem wyrywać panienki w dyskotece na indeks studenta AE?!

Już żegnałem się tatą, by pospieszyć do Ani S., która tam na mnie cierpliwie czekała, gdy drogę zastąpił mi niespodziewanie Pan M. Nie potrafiłem powstrzymać się od pokusy zaproszenia go na szybką kawę, która w moim przypadku okazała się kolejnym piwem…

Lekko zakręcony punktualnie o 19:45 udałem się w kierunku przystanku tramwajowego skąd miałem udać się wprost do posiadłości mojej koleżanki, ziemianki Ani S.

Ania wcisnęła mi 2 kawałki pizzy i tak zabajerowała, że o 22.00 jakimś cudem na nowo biegałem po Rynku, szukając jakiejś knajpki, gdzie moglibyśmy napić się kawy czyt. piwa. Miejsca intensywnie odwiedzane przeze mnie w styczniu i lutym były pełne, ogródków już nie było, bo to nie ten sezon, nawet Hotel Exbud był masowo zapchany, ale ku mojemu zdziwieniu Mike’s Bar w Hotelu Dorint otworzył przed nami swe podwoje! Oprócz nas i dwóch na cacy zrobionych prostytutek patrzących na mnie swym przenikliwym wzrokiem (a fe heretycy!!!) przy barze siedziały „niedobitki” jakiś delegatów. I znów było piwo…

Na koniec wieczoru jakiś chłopak na przystanku zaprezentował nam ile płynów może zmieścić się w ludzkim żołądku, narażając nas na widok fontanny jego żygowin spływających strumyczkiem pod nogi nasze i innych przechodniów.

Po północy, wyposażeni w butelkę białego wina i 3 kasety: „Z piekła rodem”, „Nieodwracalne”, i „Pożegnanie Jesieni” rozsiedliśmy się w fotelach i z lubością oddaliśmy się oglądaniu tego czegoś…

O 3.00 nad ranem zorientowałem się, że ja chyba już za długo nie śpię i poinformowałem uroczego biesiadnika płci żeńskiej, że najwyższa dla mnie już pora na homo-lulu.

Zastanawiające, że nawet posągowe ciało L. czy widok jego gołego tyłka (już tylko niestety w video) śmigającego wokół domu, podobno nieźle calującej Nadieżny, nie powstrzymał mnie przed zaśnięciem.

Padałam na tzw. mordę ze zmęczenia.
Prawie czułem się jak po zdobyciu jakiegoś szczytu. Tylko prawie, bo musiałbym mieć jeszcze oczy szeroko zamknięte, pot powinien zalewać mi ślipia i sól z potu makabrycznie szczypać. Majtki musiałbym mieć szczelnie przyklejone do ciała, by tekstylia stały się moją drugą skórą.
Bałem się, że po przebudzeniu, przez cały dzień będzie dręczyć mnie straszny ból, że nie będę mógł przyjmować pokarmów stałych, tylko papki i płyny.

Spałam z głową opartą o jaśka, w kucki, bo wtedy helikopterów jakoś mniej widziałem, coś tam mniej chyba uciskało mi na nerwy.

Teraz już mi dobrze, ale wspomnienia traumatyczne pozostały…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Wczoraj byłem zalatany jak tania dziwka

  1. Nieznane's awatar violl pisze:

    misiu, mnie sie tam podoba -tworz tworz a moze zarobisz fortune na niewinnym opisywaniu swojej rzeczywistości:)

    Caluje i kocham

Dodaj komentarz