Na Brazylijskiej

W Wawie nie było dnia żebym nie myślał o powrocie do Wrocławia. Boże jak ja kocham Wrocław!!!!
Nie działa mi się tam żadna krzywda, ale były momenty, kiedy źle się czułem, denerwowały mnie uwagi zupełnie obcych mi osób, zbyt kategoryczne opinie, krępowały mnie sytuacje, które nawet gdybym chciał nie mogłem unikać.

W piątek byliśmy w filharmonii. Nie znam się na muzyce poważnej. Poszliśmy, bo ja byłem ciekaw, poza tym trochę…no bo tak, bo tak trzeba, bo wypada.
Podobało mi się a myślałem że będę się nudził. Przed nami siedziała Irena Santor, a za nami jakiś stary dziad, który ostentacyjnie klaskał wolniej od innych, ale za to bardzo głośno jakby zaopatrzył się w plastikowe płetwy zamiast dłoni.

Proszona kolacja w Walentynki dla chłopaków z Rzymskiej i Paryskiej połączona z oglądaniem zdjęć z Zanzibaru oraz moim oficjalnym zaprezentowaniem się w tym towarzystwie odbyła się bez zgrzytów. Prawie się nie odzywałem. Nie żebym chciał bojkotować towarzystwo – sącząc kolejne kieliszki wina biłem się z myślami w stylu co ja w ogóle tutaj robię

W poniedziałek pojechaliśmy do miasta. Penteus oglądał garnitury w salonie, bo potrzebował czegoś na przyszłotygodniową konferencję w Licheniu. Gdy zrozumiałem, że to przymierzanie potrwa czas jakby zaczął mi się dłużyć. Wyszedłem ze sklepu i poszedłem się przejść. Miał mi potem za złe, że go tam zostawiłem…
Ale gdy poszedł do kosmetyczki wysyłał mnie „na kawę”, gdy na angielski też „na kawę” – tylko jednego popołudnia naliczyłem 3 takie „kawy”.
Trochę jak przydupas, z którym nie ma czasem co zrobić jak tylko gdzieś wysłać, żeby spadał, zszedł z oczu, żeby nie przeszkadzał, nie plątał się niepotrzebnie. Auto chociaż można gdzieś zaparkować czy zostawić pod domem…
A ja nie mam w Warszawie żadnych bliskich znajomych, fajnych kumpli, koleżanek, mało znam miasto, nie mam tam też obowiązków, zajęć, spraw – nie mam tam mojego życia…

Spotkanie z przyjaciółką z TVN było rzekłbym mocno interesujące – warszawka pełną gębą. Nie co dzień obcy ludzie okazują mi jawną wrogość, starają się sprowadzić mnie do parteru pokazując gdzie widzą moje miejsce.
Nie chodzi o ranienie uczuć, bo kto ma miękkie serce ma zwykle twardszą dupę. Zaskoczyła mnie tylko sama forma, otwartość tego manifestu, cała ta szopka z obiadem, jawna niechęć, komentowanie każdego mojego zdania, moich opinii, gustu…

Nie zapomnę wspólnie jedzonych mandarynek, porannego rytuału parzenia kawy, wyjść do teatru, rozmów na gg, kolacji w Akropolis i spacerów po Rynku czy uliczkach Saskiej Kępy.

Czasem wydaje mi się, że w życiu najbardziej chodzi o to, żeby w przyszłości było co wspominać, żeby gromadzić wszystkie te miłe wspomnienia…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz