Każdego dnia coraz bardziej przyzwyczajam się do nowej pracy i obowiązków.
Pierwsze dni nie należały może do najbardziej udanych: wszystko robiłem nie tak, na każdym kroku wychodziły moje braki w wiedzy na temat branży i specyfiki produktu, dwa razy dłużej wykonywałem wszystkie czynności związane z obsługą systemu, strasznie powoli wdrażałem się w jego funkcjonowanie, miałem problemy z najprostszymi czynnościami, myliłem pojęcia, mówiłem nie tak jak należało, zadawałem banalne pytania, nawet urządzenia biurowe zdawały się mnie nie słuchać.
Same nazwy: CRM, DDM, ERP, Siebel, SAP Business 1, TETA, Oracle, SQL przerażały mnie do tego stopnia, że gdy musiałem rozmawiać z klientami (zwykle prezesi firm, szefowie działów handlowych, marketingowych, IT) modliłem się żeby nie trafić na kogoś, kto odnajdywałby się w tym temacie lepiej ode mnie.
Nie obyło się bez wpadek i stresów: nigdy nie zapomnę pana z Ascoru, który wykazał się niebywałą wręcz cierpliwością i wyrozumiałością dla mojej niewiedzy. Gdy zasypywał mnie kolejną porcją konkretnych pytań o poszczególne moduły systemów, ja za każdym razem konsultowałem odpowiedzi ze swoim przełożonym, jednocześnie stając się coraz mniejszym, mniej pewnym siebie, bo coraz bardziej wciskało mnie w fotel ze wstydu.
Nie zapomnę pana ze Statoil Lubricants, który okazał się pierwszym klientem, z którym odbyłem naprawdę przyjemną i konkretną rozmowę.
Dobrze że jest ze mną K, gdyby nie on nie wiem komu zadawałbym na początku wszystkie idiotyczne pytania, kto ratowałby mnie z opresji gdy zawieszał się system, kto opowiedziałby mi o tym kto, co, jaki jest i z kim się trzyma.
Największa wpadka jak dotąd?
Zadzwoniłem do potencjalnego klienta, odbyłem rozmowę i zgodnie z regułą powinienem wpisać raport z tej rozmowy do systemu.
Napisałem, że dzwoniłem, co ustaliłem, jakim zakresem funkcjonalnym systemu są zainteresowani. Na koniec wpisałem uwagę ” gostek był szczwany, nie chciał mi podać ani konkretnej ceny ani systemu jaki widział ani budżetu jaki przewidują na projekt, nie mogłem wiec tak naprawdę ustalić półki cenowej systemów, które biorą pod uwagę”.
Wcisnąłem ok i zgodnie z procedurą taka informacja powinno pójść do systemu.
Tyle, że ja nie zauważyłem, co wcisnąłem i wiadomość przypadkiem poszła na emial prosto na skrzynkę tego pana.
Kilka razy wykrzyczałem w myślach ”ja pierdole”, zrobiłem się 3 razy zielony, potem czerwony a serce zaczęło mocniej bić.
Jak już miałem dzwonić i odkręcać całą sytuację, przyszła informacja zwrotna z systemu, że wpisałem w adresie polski znak – ł zamiast l i że maila nie dostarczono…
