Niesamowicie długo trwał mój powrót do Polski.Wróciłem do domu, było już po 6. Szybka kawa, byle kanapka w biegu, papieros, koszula, krawat, garnitur, kalendarz, notes i pędem do biura. Mniej więcej od 12 dopadła mnie senność, do końca dnia walczyłem ze znużeniem aplikując sobie duże ilości kofeiny. Niby taki byłem zmęczony ale o 22 dałem radę spotkać się jeszcze z K. pogadać. W sobote wieczór byliśmy z Leo tak padnięci po kilku godzinach spędzonych w Holmes Place, że już u włocha na kolacji rozmowa nam sie nie kleiła, oboje czuliśmy ogarniającą nas senność. Nie pomogła nawet kolejna kawa, krótka drzemka w domu zamieniła się w sen aż do samego rana.
W niedzile po śniadaniu pojechaliśmy w trójkę z Alfredem na piknik do parku. Atmosfera panowała sielska, mnóstwo takich jak my zwykłych ludzi, którzy przyszli zrelaksować się leżąc na trawie, uchwycić ostatnie ciepłe promienia wrześniowego słońca, posłuchać koncertu muzyki poważnej.
Ślad po kurzu, który ostał mi się wtedy na butach idąc żwirową drogą do parku, jeszcze w poniedziałek w pracy odnalazłem na wierzchu swojego prawego buta.
Strasznie udane w tym roku były te moje wakacje w pigułce…
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
Brak kategorii i oznaczony tagami
Austria,
podróże. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.