Do naszej firmy przyjechał brzydki wychudzony zaniedbany pan – szef działu programowania naszej firmy matki, ten sam który podawał sobie rękę z Billem Gatesem na targach informatycznych w USA i opowiada nam teraz o różnicy między call center a contact center.
Wstrząsający i mocno intrygujący to temat, ale ja jestem akurat tylko głodny a mamusia zapakowała mi drugie śniadanie w sreberko zamiast wsadzić do mojego pudełeczka w pokemony.
W konsekwencji każda próba dotarcia do kanapki z szynką spowoduje szeleszczący hałas i zwrócenie na mnie uwagi wszystkich uczestników spotkania. Jestem załamany.
Mam pewien pomysł, ale nie wiem czy mi wyjdzie. Może spróbuję odsuwać głośno krzesło i kaszleć, powodując ten hałas odwrócę uwagę od szeleszczącego papierka?
Swoją drogą zawsze uważałam moją mamę za osobę lekkiego ducha (nie mylić z obyczajami), no bo jak można wytłumaczyć inaczej takie zaniedbanie, jakiego się dopuściła odnośnie pakowania dziecku kanapek na tak światowe sympozjum.
Nie mogę doczekać się przerwy, planuję spytać się naszego gościa czy Bill G. miał spocone dłonie.
Wyjdę na osobę światową…
