Przez cały dzień byłem dziś zaskakiwany:
Najpierw o 7 rano zadzwonił M. z Wawy powiedzieć mi dzień dobry – byłem w trakcie porannego rytuału szykowania się do pracy, szorowałem zęby rozmawiając z nim i nawet nie upaćkałem sobie koszuli ani krawata.
Przy goleniu, patrząc w lustero nie myślałem o tym gdzie podziały się pozostałe 7 cudów świata.
W pracy skończyła się śmietanka – poranna kawa była więc tylko czarna.
Niespodziewanie odezwał się R. – wrócił właśnie z urlopu w Wenezueli, zdążyliśmy umówić się na wspólną kolację u Włochów, jak tylko będzie tu w marcu. Poza tym wciąż ma do mnie słabość…
W. udzieliła mi przez gg wykładu na temat życia i dokonywania wyborów, rzuciła też kilka użytecznych porad, które postanowiłem niemal od razu wprowadzić w życie a do tej pory zwykle było na odwrót.
Radiowiec nie odezwał się przez cały dzień i noc. Fascynacja minęła po 4 randkach, na szczęście dla mnie zdążylismy poznać sie bliżej…
Drugi raz w ciągu dnia zadzwonił do mnie M. poinformować, że wybiera się na urlop i tak przeciągał rozmowę, że jestem już pewien: ten facet czegoś ode mnie chce.
Nie spóźniłem się dziś do biura – ba! byłem nawet przed pracownikami działu wdrożeń.
Wyjątkowo dobrze mi się pracowało, załatwiłem kilka spraw, choć mówi się, że w poniedziałek nic się załatwić nie da – a mnie się udało.
Nie miałem dziś sensacji żołądkowych, choć wciąż aplikuje sobie antybiotyk.
Nie zamieniłem dziś ze swoim przełożonym nawet jednego słowa prócz „cześć”.
Mój młodszy brat zaprosił mnie na piwo – tym samym pokonałem wszystkich rywali: jego znajomych i pstre panienki, którzy walczą by móc choć przez chwilę pobyć w jego towarzystwie.
Od kilkunastu godzin prowadzę ożywioną dyskusję na homikowym blogu.
Nie myślałem dziś dużo o seksie.
Umarł sąsiad, który mieszkał nade mną.

ja pierdole.zaczynam sie ciebie bac!!!!!!!!!!!!!!!!