Od dnia kiedy dowiedziałem się, że dostałem się do nowej firmy całe moje życie zostało podporządkowane tylko temu wydarzeniu. Musiałem prędko podpisać nową umowę, lojalkę, zgodę na wyjazd do Barcelony, złożyć wypowiedzenie w poprzedniej firmie, wniosek o AmEx, zrobić kopię sterty dokumentów i zaświadczeń, potem obowiązkowe badania, spotkać się i pochwalić przed znajomymi swoim bądź co bądź sukcesem.
Po trzecim etapie interview z nową panią prezes byłem pewny, że nic z nowej pracy nie będzie, że nie spodobałem się, bo w jej mniemaniu miałem za wysokie kwalifikacje. Nie usłyszałem definitywnej odpowiedzi negatywnej, ale także nie zaproponowano mi niczego konkretnego. Cały mój zapał opadł, bo znalazłem się nijako w sytuacji bez wyjścia. Z jednej strony miałem kwalifikacje za wysokie, a z drugiej za niskie, żeby aplikować na inne stanowiska gdzie wymagane było 2-3 letnie doświadczenie.
Wieczorem o 19.30 w restauracji hotelu Radisson odbyła się uroczysta kolacja dla naszego nowego zespołu. Kolacja początkowo była bardzo formalna, dopiero z czasem wszyscy jakby zaczęli zachowywać się bardziej naturalnie. Pierwszą osobą, która poznałem była K.C. – siedziała sama w hotelowym lobby wbita głęboko w sofę, wyglądała na jakby wystraszoną.. W firmie będą pracować sami młodzi ludzie, większość od razu po studiach (niektórzy wyglądali na naturszczyków). Byłem pozytywnie zaskoczony dwoma rzeczami: ich znajomością języków obcych oprócz angielskiego – przewijały się: szwedzki, fiński, węgierski, litewski, duński, turecki oraz niewątpliwą urodą niektórych lasek. Po prostu szok.
Śmieszyła mnie za to nienaturalność w zachowaniu się w restauracji, przerażenia w oczach na widok kilku par sztućców, kieliszków i groma talerzy, talerzyków i spodeczków. Gdyby nie mój ojciec pewnie i mnie paluchy powpadałyby do żarcia.
Najlepsze wrażenie zrobiły na mnie dziewczyny z oddziału w stolicy, ale widać, że były one zaprawione już w takich imprezach, zwłaszcza, gdy serwuje się dużo wina. Jedna koniecznie domagała się deklaracji z mojej strony, że przed jej powrotem do wawy wybierzemy się jeszcze na kolację do Massimo. Nie zraziła jej nawet perspektywa wyjścia tylko we dwoje – choć była świeżo zaręczona uparcie twierdziła, że sam na sam może być nawet fajnym doświadczeniem.
Na nasz stół spoglądało wielu gości hotelowych. Patrząc w stronę baru nabrałem nawet chęci bliższego zapoznania się z co poniektórymi osobnikami tzw. płci brzydkiej, bo wyczaiłem paru naprawdę wartych grzechu.
Po kolacji razem z nową koleżanką od cigarette break wpadliśmy jeszcze do Highlandera na ostatni punkt tego niezapomnianego wieczoru.
Od jutra czeka nas dalsza część tej całej szopki.
