Przez ostatnie kilkanascie dni goscilismy w mojej formie gosci z Wielkiej Bretfanii, poraz kolejny przyjechali odwiedzic nas audytorzy – jednego nawet zapamietalem z poprzedniej wizyty.
Przy pierwszym pobycie zaden nie byl skory do rozmow, pochlaniala ich praca a nasze rozmowy ograniczaly sie do zdawkowych hi i bye.
Tym razem przyjechala innna para, w tym jeden taki hebanowy, z ktorym zgadalem sie na fajce. Jedna niewinna rozmowa, potem przypadkowe spotkanie w windzie i potem juz samo sie potoczylo: kilka wspolnie zaliczonych imprez, wyjsc na lunche, piwo w rynku, wspolne spedzanie czasu – zaliczylem z nimi niezly kawal wroclawskich knajp, wypilismy morze piwa, zubrowki z sokiem i kamikaze.
Ciesze sie ze wsiedli dzis do samolotu bo mialem dosc zarwanych przez nich nocy. Jest jednak kilka rzeczy ktorych nie zapomne w zwiazku z ich wizyta, np. Kapila biegajacego po rynku wrzeszczącego: „I’m not gipsy, I’m not gipsy, wanna see my British passport?!”
W pracy jak zwykle duzo sie dzieje, kilka dni temu biorac prysznic, przez dluzsza chwile probowalem zgadnac jaki mamy dzien tygodni a potem jakos nie moglem uwierzyc ze juz sroda.
Kupowanie mieszkania trwa – przezylem juz maly kryzys gdy przyszlo do zalatwiania formalnosci, od wczoraj dopiero wydaje mi sie ze chyba zaczynam sie w tym wszystkim lapac.
Dzis wybieram sie do Opola na festiwal. Dostalem bilety na Superjedynki i Kabareton.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
Brak kategorii i oznaczony tagami
praca. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.