Znów żyję

W piątek pracowałem od 6.30. Po pracy umówiłem się z ojcem. Akurat wrócił z Niemiec a w domu matka zaplanowała „zlot czarownic” w postaci swoich koleżanek z zaawansowaną megapauzą – choć był zmęczony bez chwili wahania wybrał mnie.
Jak zwykle zaczęliśmy „Pod Złotym Jeleniem”, potem był „Złoty Pies”, „Guiness” i na koniec „Vincent”. Gadaliśmy i żartowaliśmy też jak zwykle.
Lubię te nasze „wyjścia szlakiem barowym” i gadanie o wszystkim.
Czasem ojciec zmyje mi głowę a czasem pochwali.

Wróciłem do siebie po 22. i na wejściu odebrałem telefon od dziewczyn. Wyciągały mnie na imprezę, ale nie miałem już ochoty telepać się z powrotem na drugi koniec miasta.
Ich zaczepki i sterta epitetów, jaki to ze mnie tatuś, wapniak, pracoholik i karierowicz ostatecznie przekonały mnie by ulec. Zmobilizowałem swe siły i dotarłem do nich jeszcze przed północą.
Nasza wspólna impreza przeciągnęła się do 3. nad ranem. Do domu wracałem na rzęsach.
Gdy kładłem się spać przypomniało mi się, że kiedyś nie raz tak robiłem i że sprawiało mi to wtedy niesamowitą radość i satysfakcję.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz