York – dzień 23

Żebym na święta nie musiał siedzieć samotnie w hotelu, Ryan zaprosił mnie na niedzielny obiad do hotelu, w którym pracuje. Do York przyleciała akurat jego narzeczona (wypisz wymaluj księżniczka Fiona ukochana Shreka) i jego rodzice. W niedzielę po południu całą gromadką zasiedliśmy przy uroczyście nakrytym stole z widokiem na ogród, pergolę i rzekę.

Rano na śniadaniu w hotelu dostawałem dola: święta poza domem, w sterylnie czystej jadalni, na śniadanie wielkanocne te same od tygodni płatki i jogurt, dookoła sami Angole cierpiący na ABS, w dresach, bądź podartych jeansach, wytatuowani i zakolczykowani, siedzący ze swoimi tłustymi flamami i pochłaniający niezmierzone ilości fasolki pierdziolki, jajek na bekonie i parówek.

Święta poza domem to przereklamowana sprawa, w ogóle nie czuć atmosfery. W Lany Poniedziałek biegałem po wyprzedażach jak nigdy przedtem i trwoniłem kasę na pierdoły… Za to tamten obiad był całkiem przyjemny (Marriott zobowiązuje), a rodzice Ryana okazali się wyjątkowo sympatyczni i bardzo swojscy. Wracając do centrum zatrzymaliśmy się na pokazach Monster Truck’ow gdzie wśród tłumu rozmawiających między sobą Angoli usłyszałem swojskie “kurwa, zapierdalaj tam…” z ust obsługujących tą imprezę ochroniarzy. Potem był długi spacer nad rzeką a późnym popołudniem zastrzyk niezłej papki dla mózgu czyli Epoka Lodowcowa 2. Wieczorem dodatkowo zaserwowałem sobie piwo przed telewizorem i Heartbrakers do poduszki.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze, praca i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s