Rano przy okazji załatwiania „naszych” spraw z kadrową ta zagadnęła mnie na temat mojego zadowolenia z pracy i atmosfery w zespole. Zupełnie z nikąd zapytała mnie czy nie myślałem o zmianie stanowiska. Pogadaliśmy chwilę, powiedziałem, co myślę o nowej szefowej i całym projekcie, w którym jestem od stycznia. Podsunęła mi pomysł bym pogadał z big bossem. Niby żartem rzuciłem ze przydałaby mi się jakaś podwyżka, bo inaczej od nowego roku zamacham jej przed oczami wypowiedzeniem. Obiecała mi podziałać coś w tym kierunku.
Po południu na rozmowę wezwał mnie mój szef. Zapytał, wprost co chciałbym dalej robić w firmie, jakie są moje plany i oczekiwania, czy znam jakieś interesujące mnie stanowisko – opowiedziałem mu dokładnie to samo, co kadrowej.
Następnego dnia rano przeglądając poranną pocztę elektroniczną dowiedziałem się, że dostałem awans.
W ciągu dnia spotkałem się z szefem i kadrową. Zaproponowano mi dwa stanowiska i obie oferty odrzuciłem. Towarzyszyło mi zupełnie nieznane mi uczucie..
Wtedy kadrowa zaproponowała mi stanowisko w nowo powstającym process teamie, miałbym jeszcze spotkać się i porozmawiać z przyszłym szefem.
Nowa praca wydaje się być bardzo kusząca, ciekawe obowiązki, mógłbym dalej się rozwijać i uczyć od najlepszych.
Przyszły szef już na wstępie zaakceptował moja kandydaturę, ma przyleci z Anglii spotkać się kandydatami albo ja pojadę do niego.
Mój obecny szef dał mi „zielone światło”, big boss przyklepał pomysł a kadrowa zachwala moja kandydaturę.
Na razie nikomu się w pracy tym nie chwalę – czekam jak rozwinie się sytuacja.
Dziś oficjalnie pożegnałem się z odchodzącym z mojego działu na inne stanowisko szefem, z tym samym, z którym od stycznia prowadziłem projekt. Na odchodne rzucił mi niezła premią. Gigant z niego…
