Pakować zacząłem się dziwnie późno. Rano poszedłem jeszcze na rower, szkoda było mi marnować taką ładną pogodę, którą widziałem za oknem, chciałem – może po raz ostatni – zmierzyć się ze swoją stałą trasą. Nie uśmiechało mi się bezproduktywne czekanie w czterech ścianach własnego mieszkania.
Ryan obudził się z ręka w nocniku dzwoniąc do mnie na dzień przed wyjazdem żebym przywiózł mu kilka butelek żubrówki, za która przepadał. Swoim „entuzjazmem” chciał zarazić swoich kolegów z Anglii i Szwajcarii.
Taksówka podjechała punktualnie o 17. Psychicznie przygotowany byłem na wszelkie niedogodności podróży, ale o dziwo do Szwajcarii wybierało się tylko 15 pasażerów – włącznie ze mną. Był nawet moment, kiedy pomyślałem, że będę jechał sam, bo 20 minut przed planowanym wyjazdem na dworcu nie było żywej duszy.
Archiwum
Tagi
- Afganistan
- amore
- Anglia
- Arabia Saudyjska
- Australia
- Austria
- Azerbejdżan
- Bahrajn
- Bali
- Brazylia
- Chile
- Chiny
- Chorwacja
- Ekwador
- emigracja
- Estonia
- Fidżi
- Filipiny
- Francja
- GH
- Gruzja
- Hawaje
- Hiszpania
- Holandia
- Hongkong
- Indie
- Irak
- Iran
- Irlandia
- Japonia
- Kanada
- Karaiby
- Katar
- Kazachstan
- Kirgistan
- Kolumbia
- Liban
- Libia
- Malezja
- Malta
- Mądrości
- Niemcy
- Nowa Zelandia
- Oman
- Pakistan
- Palau
- Panama
- Peru
- podróże
- Polinezja
- Portugalia
- praca
- RTW
- Serbia
- Seszele
- Singapur
- St. Maarten
- studia
- Syria
- Szwajcaria
- Tadżykistan
- Tajlandia
- tanzania
- Turcja
- Turkmenistan
- USA
- Uzbekistan
- Warszawa
- Wietnam
- Wrocław
- Wyspy Cooka
- włochy
- Zanzibar
- ZEA
- związek
