Cały poprzedni tydzień zleciał mi i nawet nie wiem kiedy.
Wszystko przez stres związany z wydarzeniami ostatnich dni, rozmowami z ludźmi, których najchętniej bym unikał, sytuacjami w życiu osobistym, które tylko narobiły niepotrzebnych kwasów, niewyspaniem, niesamowitą ilością wypalonych papierosów i wypitej kawy.
W czwartek przypadkiem wylądowałem na Bollywood party z kilkoma Hindusami z pracy, dałem się wyciągnąć, bo wydawało mi się, że to dobry pomysł na rozładowanie emocji, ale nawet to nie poskutkowało.
W pracy wciąż jedna wielka niewiadoma, nowa szefowa staje na wysokości zadania, bo tylko z nią mam bardzo przejrzyste relacje i czuję że jest po mojej stronie, z innymi gorzej: układy, kliki, dąsy, fochy, pomówienia, szeptania – ze znoszenie takich zachowań radzę sobie najgorzej.
W piątek na koniec dnia dowiedziałem się, że z pracy rezygnuje mój super fajny (i przystojny) kolega Czech, dostał pracę w stolicy.
Na wszelki wypadek ja tez zacząłem szukać sobie innego zajęcia, od półtora tygodnia wysyłam swoje cv-ałki i dostaje pierwsze telefony z zaproszeniem na interview.
Tutaj awanse rozdawane są zakulisowo jeszcze zanim niektórzy zdążą złożyć aplikacje albo spotkać się z recruiting managerami. Nie chce obudzić się z ręką w nocniku, więc działam.
W weekend zamknąłem się domu, nie miałem ochoty na towarzystwo ani by ktokolwiek leżący nawet obok zakłócał to, czego potrzebowałem najbardziej: normalnej wypielęgnowanej i ustabilizowanej samotności, takiej samotności z zawsze czystą łazienką, naczyniami prawidłowo ustawionymi na umywalce, moimi ulubionymi sobotami przed telewizorem, z książka i piosenkami w tle.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
Brak kategorii i oznaczony tagami
praca. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.