przykre skutki picia wódki

Na basenie zupełnie niespodziewanie natknąłem się na L. Przyjechał z Wawy odwiedzić i zaopiekować się chorą matką. Nie widziałem go prawie 1,5 roku ale niewiele się zmienił. Fizycznie powiedziałbym że nawet zyskał, bo jako że jestem zdrowym facetem, wrażliwym na estetyczne doznania harmonijnego piękna ludzkiego ciała staksowałem go w męskiej przebieralni bardzo dokładnie i z trudem powstrzymywałem ślinotok. Nie wiem jak on to robi że w tym wieku ma wciąż takie ciało, ale aktorzy wydają się już tak mieć bo traktują ciało jak swój warsztat pracy…
Na wyjściu od niechcenia rzuciłem pomysł spotkania na piwo czy kawę, ale nie liczyłem zbytnio że przyjmie zaproszenie. Wcale mi na tym nie zależało, bo wciąż pamiętałem o jego problemie, do którego nigdy oficjalnie mi się nie przyznał…
Ku mojemu zaskoczeniu zadzwonił na drugi dzień i zaprosił na wieczornego drinka. Nie spędziliśmy długo czasu ze sobą, ale rozmowa wyjątkowo nam się kleiła. Poza tym mój radar bezbłędnie wychwycił sygnały, że L. kleił się także do mnie, Wciąż pracuje w tym samym teatrze, ostatnio podłapał parę epizodycznych nic nieznaczących ról w serialach, w których udział miał na celu jedynie podreperować jego domowy budżet. Od tak chyba żeby móc lekką ręką wydać pieniądze na alkohol i fajki. Wciąż opowiadał o tym, że niebawem kupuje mieszkanie i o roli “jego życia” w której niebawem wszyscy mieli go zobaczyć. Wyłączałem się wtedy i ze stoickim spokojem znosiłem te fajerwerki próżności.
Nie wiem co sprawiło (może wypity alkohol albo miła wyjątkowo dynamiczna atmosfera rozmowy) ale zaproponowałem mu by odwiedził mnie w weekend. Nie dał się dwa razy prosić, bo zaproszenie przyjął od razu i to bardzo entuzjastycznie.
W sobotę zjawił się punktualnie, z torbą wypełnioną zakupami – alkoholem i niezdrową paszą serwowaną na domowych bibach. Im więcej wlewał w siebie alkoholu tym bardziej stawał się nieznośny i irytujący, mędrkował, pouczał , malował dziwną przyszłość, rozwiązywał problemy i próbował wmówić mi co jest dla mnie i dla niego najlepsze. Najpierw przegiął wyciągając stare niezałatwione między nami sprawy, które dla mnie dawno pokrył już kurz. Wypomniał mi co mu zrobiłem i jak się zachowałem dorzucając do tego dużo za dużo mocnych słów.
Rano zamiast śniadania i kawy zaserwował sobie drinka a potem poprosił jeszcze o puszkę piwa.
I wtedy przegiął ostatni raz. Stanowczo prosiłem go, żeby na swoją taksówkę zaczekał już pod moim domem bo nadużył moje gościnności i cierpliwości. Był zaskoczony tonem mojego głosu ale nie chciał dyskutować.
Jestem fiutem bo najpierw zapraszam i potem wyrzucam no a w międzyczasie…
Ja też powinienem się chyba leczyć.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz