Teraz ja jestem sprite

Planowo spotkałem się z panem Super Ciasteczko.
Prowadzi od początku pewną część nowego projektu i za kilka tygodni ma zacząć wdrażać mnie do nowych obowiązków.
Zdziwiło mnie, że współpracując od prawie pół roku z moją nową szefową nigdy nie miał okazji oficjalnie jej poznać – kontaktowali się ze sobą wyłącznie drogą elektroniczną albo poprzez telekonferencje. To że pracujemy w dużej organizacji jest na pewno usprawiedliwieniem, paradoks polega jednak na tym, że on siedzi na IV a ona na V piętrze tego samego budynku.
W trakcie spotkania gdy on opowiadał, ona robiła oczy ze zdziwienia bo o pewnych ustaleniach widać słyszała pierwszy raz. Wtedy pomyślałem sobie „co to za kanał”?
Z całej tej rozmowy zapamiętałem głównie „nadętość” jego wypowiedzi (typ „warszawki” który przyjechał nauczyć ludu żuć gumy), ciągłe patrzenie oczami w stół, wypolerowane buty, nienaganny ubiór, bardzo dokładnie ogolona twarz, zadbane dłonie i cera, zapach wody po goleniu i lekko siwiejące włosy tuż nad uszami, które na pierwszy rzut oka wydawały się być jedyną rysą na tym mocno wypielęgnowanym wizerunku. Ogólnie dużo formy, mało treści i nieznośne traktowanie ludzi z góry.
Ale nie chce się do nikogo uprzedzać, ani do niego ani do całego projektu, który dzisiaj wiem na pewno że „kuleje”…

No ale nic to… to ja mam być Sprite.

W mojej pracy najbardziej pociągają mnie ludzie..
Ze wszystkich spotkań wyciągnąłem tyle mądrości, doświadczeń, nawiązałem przyjaźni, że za nic bym tego nie oddał.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz