Do piątku mieli się odezwać i dać ostateczną odpowiedź czy mnie chcą czy będą szukali dalej.
Podświadomie czułem umiarkowany optymizm, wiem ze jestem odpowiednim kandydatem którego szukali, ale nauczyłem się ze los bywa czasem przewrotny.
Byłem przygotowany złożyć wypowiedzenie tego dnia i tylko czekałem na sygnał.
W pracy popłoch, bo dwie osoby rzuciły papierami – ja miałem być następny.
Nie odezwali się do 15.
W międzyczasie odebrałem kilka smsów i telefonów od rodziny i przyjaciół z zapytaniem czy coś już wiem.
Nic nie potrafiłem powiedzieć – pod koniec dnia pracy zacząłem żałować że w ogóle z kimkolwiek dzieliłem się wydarzeniami ostatnich dni. Chodziłem spięty i rozdrażniony, co chwila sprawdzałem pocztę elektroniczną i czy aby na pewno mam włączoną komórkę.
Niecierpliwość w końcu wzięła górę i po 15 wysłałem kurtuazyjnego maila z podziękowaniem za spotkanie i zorganizowanie wyjazdu. Delikatnie zapytałem kiedy mogę spodziewać się ostatecznej odpowiedzi.
Tanya zadzwoniła po niecałym kwadransie. Powiedziała, że nie mieli wątpliwości i zdecydowali się na mnie, czeka tylko na approval oferty, którą chce mi złożyć…
Mój uśmiech był bezcenny. Ucieszyłem się, ale była to radość skrywana, bo wciąż byłem w pracy…
Jeśli oferta okaże się korzystna będę musiał porozmawiać ze swoją nową szefową i powiedzieć jej że odchodzę, że odrzucam jej propozycje, stanowisko i że rezygnuje z projektu.
Do końca miesiąca będę musiał udawać że wdrażam się w projekt, że mnie to interesuje że wszystko idzie zgodnie z ustalonym planem. Będą się szkolił, bo gonią nas terminy, ktoś specjalnie przyjeżdża z zagranicy żeby mnie przeszkolić i nadać sprawom właściwy bieg.
A ja w tajemnicy zacznę planować swoje nowe życie gdzieś indziej.
Mam moralniaka że jeśli przejmę ofertę, będę zmuszony wywinąć innym niezły numer i zostawić z na wpół rozgrzebanymi tematami. Próbuję wymyślić optymalne rozwiązanie żeby poprowadzić tę sprawę z jak najmniejszym uszczerbkiem dla wszystkich, ale nie wiem czy to możliwe.
Oni pewnie nie mieliby wyrzutów gdyby mieli mnie zwolnić, w końcu nie ma ludzi niezastąpionych, ale i tak mam dziwny niesmak że robie coś złego.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
Brak kategorii. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.
Niewatpliwie zachowywalabym sie tak, jak ty. Byla swiadoma, tego, ze mnie nikt by nie glaskal i myslal o moim polozoeniu, ale moralniak i tak by byl
zuch chlopak! Jeszcze jest w tobie czlowiek 🙂
P.S. prosze nie odebrac tego „jeszcze” niewlasciwie!