Berno – dzien 15

Staram sam siebie przekonać, że lepiej nie trwać za wszelką cenę w samotności. Dzień, tydzień pobyć samemu ale potem lepiej wyjść do ludzi, nie tkwić za wszelką cenę w samotności. Nie nastawiam się, że wszyscy będą mi oddani i zawsze znajdą odpowiednie słowa bo to niemożliwe.
Razem z Rosa i Pamela poszliśmy w czwartek na koncert zespołu Probabilistic Casuality, w którym gra nasz kolega z biura. W środę Dirk niespodziewanie wręczył mi zaproszenie i postanowiłem zrobić z niego użytek. Po mimo zmęczenia po całym długim dniu ślęczenia nad laptopem, prosto po pracy poszedłem do galerii Ono i nie żałowałem tej decyzji.
Później leżąc w łóżku w domu próbowałem popatrzeć obiektywnie na nową sytuację, w której się znalazłem. Pracuję w zawodzie, w Szwajcarii, mam interesującą pracę w międzynarodowym koncernie, wynajmuję ładne, umeblowane mieszkanie w dobrej dzielnicy, niczego nie muszę sobie tutaj odmawiać. Nawet jeśli miałoby się to wkrótce skończyć to i tak tylko zyskam, bo mam dom, do którego mogę wrócić i pracę, którą w Polsce prędzej czy później znajdę.
Kilkakrotnie na głos powtarzałem sobie że jestem szczęściarzem…

Szefowa nie czepiała się mnie już później. Może jej przeszło, może zajęta była czymś innym. W tym tygodniu od środy jest na konferencji controllershipu więc jest szansa że w biurze też będzie luźniej.

Zaczynam na nowo organizować swoje życie, po dwóch tygodniach wreszcie rozpakowałem torby i puste wsadziłem do szafy, postanowiłem tutaj zostać i spróbować. Zrobiłem wreszcie pranie, a w Coopie zaopatrzyłem się w najpotrzebniejszą chemię, dodatkowe wieszaki, jedzenie na cały najbliższy tydzień, na skrzynce pocztowej przykleiłem swoje nazwisko. Wciąż trochę dziwi mnie szwajcarskie podejście do segregowania śmieci. W piątek ktoś zostawił mi szpulę sznurka do wiązania makulatury. Nie wiem czy była to Ursula czy może któryś z sąsiadów pomyślał za mnie. W przewodniku który od niej dostałem naliczyłem 40 różnych rodzajów odpadów podzielonych alfabetycznie i sposobów na ich pozbycie się.

Rodzice odpoczywają na południu Hiszpanii, matka odwiedzi mnie w sierpniu a we wrześniu brat, w październiku polecę do Polski a potem zaraz na święta. Zaczynam na nowo planować i dobrze mi z tym, to dobry znak bo znowu mam swoje cele. Jeśli kiedyś poczuję że nie daje rady spakuje walizkę i pojadę gdzieś daleko, spełnić swoje marzenie zobaczenia jakiegoś odległego zakątka świata.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Mądrości, praca i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Berno – dzien 15

  1. Nieznane's awatar m pisze:

    to rozumiem: saber jaki funkcjonował w moich wyobrażeniach dotychczas;-) powodzenia.

Dodaj komentarz