Berno – dzień 35

Decydując się na wyjazd zagranicę myślałem, że wpłynie on diametralnie na mój dotychczasowy styl życia. W związku z tym że nie znam języka znacznie trudniej będzie mi poznać kogoś z tzw. branży. Przez pierwsze dwa tygodnie żyłem w ogromnym stresie, więc nie w głowie były mi amory. Mój popęd seksualny jakby przechodził fazę utajenia.
W trzecim tygodniu jakby cos „puściło” i rozbudził się we mnie dawny „diabełek”.
Zacząłem rozglądać się za alternatywnymi sposobami spędzania wolnych weekendów, wyobrażałem sobie, że poznam atrakcyjnego, chętnego i mówiącego po angielsku Szwajcara, z którym będę mógł spotykać się od czasu do czasu, ale niestety bez większego skutku…
Trafiłem za to na Włocha który ni w ząb nie mówił po angielsku, za to nasze spotkanie potoczyło się według dobrze znanego mi scenariusza – z korzyścią dla obu stron bo jego mina zdawała się potwierdzać moje przypuszczenie, że było „wunderbar”. Nie doceniłem widać odpowiednio natury człowieka i języka ciała…

Kultywując obyczaj poznawanie „obcych języków” na kolejna randkę umówiłem się z Brazylijczykiem. Przyjechał pociągiem z Bazylei, osobiście odebrałem go z dworca i zaprosiłem do siebie.
Nim na dobre nastąpiła fizyczna reakcja ciała na erotyczne symulacje wypiliśmy lampkę czerwonego wina i przez pewien czas uskutecznialiśmy intelektualne dyskusje.

Po głównej części artystycznej, obkupionej wysiłkiem fizycznym, obaj zgodnie poczuliśmy inny rodzaj głodu i wylądowaliśmy u włocha na kolacji.

Tak sobie myślę – jakby się tutaj odpowiednio ustawić to można mieć tutaj raj…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz