Berno – dzień 40

Zwolnienie dostałem na tydzień. Debbie strzeliła focha niezadowolenia w poniedziałek rano, bo dowiedziała się jako ostatnia. Okazało się że ona nigdy nie odsłuchuje poczty głosowej…
Koleżanka z pracy uprzedziła mnie, że sposób w jaki Debbie zareagowała na moją nieobecność pozostawia wiele do życzenia i że powinienem odpowiednio nastawić się psychicznie na uroczy telefon od niej albo – zdaniem koleżanki – najlepiej wyłączyć komórkę.

Telefon zadzwonił już kilka minut po 9 w poniedziałek. Debbie, tonem zatroskanej matki zapytała mnie czy wszystko u mnie ok i czy będę jutro w pracy. Pytanie zadała jednym ciągiem więc trudno było zgadnąć która odpowiedź jest dla niej ważniejsza. Była nadzwyczaj wyrozumiała czyt. spokojna, gdy powiedziałem jej że nie pojawię się w pracy przez najbliższe kilka dni.
Mało mnie chyba wtedy słuchała bo nazajutrz zadzwoniła o 20.30 z pytaniem czy będę w pracy w środę i dodała, że byłoby ‚nice’ gdybym ją informował na bieżąco kiedy nie zamierzam pojawiać się w biurze.
Moja szefowa to wariatka. Jest super managerem ale przeraża mnie jako człowiek.

W Ziegler Hospital lekarze wciąż próbują nauczyć się wymawiać moje nazwisko.
Ile razy się tam pojawiam wołają na mnie Mr Velo unfall.

Codziennie dostaję smsy od kogoś z biura, wczoraj odwiedziła mnie Rosa i G, zjedliśmy pizze i wypiliśmy butelkę wina. Katja z Vasilka wpadły na genialny pomysł wypożyczenia mi kilkunastu filmów na DVD żebym nie spędzał wolnych dni oglądając szwajcarską telewizję i bawiąc się w zgadywanie o czym oni tam mówią.

Dowcip który krąży w biurze na mój temat:

– Peter miał wypadek na rowerze.
– Naprawdę? No i co z rowerem?

***

Przychodzę dziś do szpitala a mój ulubiony lekarz dr Vock z mega szerokim uśmiechem wita mnie w progu i podaje mi dłoń.
Patrzę, a ona cała plastrach.
Zaciał się nożem przy śniadaniu.

Przyszedł też mój ulubieniec stażysta, zmienić mi opatrunek. Pożartowaliśmy trochę, okazało się, że jestem jego pierwszym w życiu prawdziwym pacjentem.
Zabandażował mi dłonie tak, że widać mi teraz tylko 4 palce. Nie chciałem go martwić, ale będzie musiał jeszcze troche poćwiczyć…

Dostałem zwolnienie na następne 7 dni.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz