Stan upojenia nie trwał jednak długo. Wieczorem padł mi laptop i tym samym na tapecie pojawił się nowy problem. Zadzwoniłem do serwisu HP w Szwajcarii, ale każdy upierał się, że nie mówi po angielsku. Odsyłano mnie pod numer w Wielkiej Brytanii.
Kolega z Warszawy aktualnie był na urlopie więc nie mogłem liczyć na pomoc znajomego. Nie poddałem się i próbowałem kontaktować się z kimś innym.
Wiem, że mogę wysłać laptopa do Polski nawet zaraz, ale zawziąłem się załatwić to tutaj na miejscu, w ramach gwarancji. To żadne moje widzimisię, tylko ogólnodostępny standard dla każdego klienta…
Panna z help desku w Szwajcarii znowu ‘wysłała mnie na drzewo’, ale tym razem zdobyłem jej nazwisko a po kwadransie miałem numer telefonu, mail i namiar na przełożonego.
Będę ćwiczył eskalację powołując się na wartości HP.
Archiwum
Tagi
- Afganistan
- amore
- Anglia
- Arabia Saudyjska
- Australia
- Austria
- Azerbejdżan
- Bahrajn
- Bali
- Brazylia
- Chile
- Chiny
- Chorwacja
- Ekwador
- emigracja
- Estonia
- Fidżi
- Filipiny
- Francja
- GH
- Gruzja
- Hawaje
- Hiszpania
- Holandia
- Hongkong
- Indie
- Irak
- Iran
- Irlandia
- Japonia
- Kanada
- Karaiby
- Katar
- Kazachstan
- Kirgistan
- Kolumbia
- Liban
- Libia
- Malezja
- Malta
- Mądrości
- Niemcy
- Nowa Zelandia
- Oman
- Pakistan
- Palau
- Panama
- Peru
- podróże
- Polinezja
- Portugalia
- praca
- RTW
- Serbia
- Seszele
- Singapur
- St. Maarten
- studia
- Syria
- Szwajcaria
- Tadżykistan
- Tajlandia
- tanzania
- Turcja
- Turkmenistan
- USA
- Uzbekistan
- Warszawa
- Wietnam
- Wrocław
- Wyspy Cooka
- włochy
- Zanzibar
- ZEA
- związek
