Przyjechał do mnie brat. Wcześnie rano odebrałem go z dworca i znając jego potrzeby z miejsca zaproponowałem kubek dobrej kawy. Z bagażami wylądowaliśmy w Starbucku o którego istnieniu nie miałem bladego pojęcia.
Szefowej powiedziałem, że będę pracował tego dnia z domu i choć początkowo nie chciała się zgodzić przekonał ja argument że lecąc w niedziele do Dublina byłem jakby w pracy. W mojej poprzedniej firmie taki argument by nie przeszedł, ale tutaj to co innego, maja prawdziwego hopla na punkcie dni wolnych od pracy, zwłaszcza w niedziele, wiec dostałem co chciałem.
Brat rozczarowany był wielkością i wizerunkiem stolicy. Sklepy obskoczyliśmy jeszcze tego samego do południa, kilka razy przyuważyłem jak oczy robią mu się jak piec złotych.
Wieczorem wybraliśmy się do Luce na kolacje.
Jak na dobrego starszego brata przystało przez tydzień spełniałem wszystkie jego zachcianki. Woziłem go po Szwajcarii żeby zobaczył jak najwięcej, zabrałem TGV do Strasbourga, jedliśmy w restauracjach, piliśmy najlepsze drinki, w sklepach zostawiłem pół swojej wypłaty, dostawał wszystko na co miał ochotę.
Za to jednego poranka usłyszałem że gadam przez sen i w dodatku po angielsku i młody miał ze mnie ubaw…

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.