Hongkong

Zamieniłem pokój na większy. Za śmieszne pieniądze wykupiłem drugie lóżko i tym samym zyskałem na przestrzeni. Przy tej okazji szczerbaty Murzyn uświadomił mnie, ze nie trzeba mieć brodzika, by moc brać prysznic w mojej prywatnej łazience. Z radością przyjąłem ten fakt i odtąd woda tryska radośnie po ścianach, polkach, zlewie, sedesie i oknach. Gdyby się uprzeć i porównać ten hostel do tego, który miałem w San Francisco to Chunking Mansion to luksus. W holu na parterze gdzie znajdują się różnej maści kramy Hindusów, Pakistańczyków i Bangladeszu unosi się specyficzny zapaszek potęgowany dodatkowo przez ogromne wentylatory, które roznoszą ten smrodek po całym budynku. I jeszcze jak doda się do tego ich nieznośny warkot, jakby w fabryce, to całość nadaje temu miejscu specyficznego uroku. Podróże winda pozostawiły we mnie traumatyczne wspomnienia: najpierw trzeba się wystać w kolejce by do niej wsiąść a jak ma się szczęście to można załapać się na ekstra atrakcje: przeżyłem współpasażera obcinającego sobie paznokcie i strzelającego nimi na prawo i lewo, ze mało w oko nie dostałem, pana który bekał bo się przejadł, a raz wjeżdżałem w otoczeniu grillowanego ptactwa (z głowami) bo okazało się ze niektórzy prowadza jadłodajnie na wyższych piętrach… Turyści, którzy zatrzymują się w 5gwiazdkowych hotelach nie wiedza co tracą, nie doświadczają uroków takich miejsc, zamykają się tylko w czterech ścianach swoich luksusowych twierdz i tak naprawdę nie czują żadnej różnicy czy są w Hong Kongu, Paryżu czy Johannesburgu.

 Odkąd tutaj przyjechałem mam problemy ze spaniem. W ciągu dnia nagle robię się zmęczony i musze się zdrzemnąć, bo inaczej chodzę nietomny. Wieczorem o 19 jestem zmęczony a potem budzę się o 1 albo 2 w nocy i bezskutecznie próbuję zasnąć. Próbowałem nie spać w ciągu dnia i jakoś wytrzymać do wieczora, ale za każdym razem kapitulowałem, bo potrzeba snu była silniejsza.

Ile razy wychodzę z budynku i przechadzam się wzdłuż Nathan Road zaczepiany jestem przez sprzedawców: ‚watch copy’, ‚rolex copy’ – próbują mnie zaciągnąć do swoich sklepów i wcisnąć mi swoje podroby. W Hong Kongu pełno jest tandety, która próbuje się wcisnąć naiwnym turystom: od podrób markowych zegarków, po sprzęt elektroniczny i odzież. Wciąż nie odróżniam jednak zwyklej podroby Burberry od oryginału Burberry made in Hongkong. Cieszę się ze tutaj przyjechałem.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz