Berno – dzień 216

W pracy wciąż coś się dzieje. odkąd pojawiłem się w firmie mój dział lepiej funkcjonuje ale daleko mu do stanu stabilności. Słusznie przypuszczałem, że moja praca będzie miała na celu ustabilizowanie procesu na tyle by w niedalekiej przyszłości móc przenieść go do Indii. Tyle że jak na razie do takiego stanu wcale się nie zbliżamy. Gdyby nie ciągłe łatanie dziur i gaszenie pożarów wiele rzeczy by nie zadziałało. Czasami zastanawiam się co powiedzieliby na taki stan rzeczy audytorzy z jakiej zewnętrznej firmy. Osobiście miałbym problem ze znalezieniem w naszym pożal się boże archiwum faktury zapłaconej w poprzednim miesiącu…

W marcu przyjeżdżają do nas Hindusi na work shadowing. Teraz role się odwracają. To ja będę tym który przekazuje wiedzę innym. Na razie jednak muszę uporać z bardziej przyziemnymi sprawami, próbuję znaleźć Hebana, który umiałby obsługiwać Outlooka i Excela i który odróżnia euro od franka szwajcarskiego. Tym szczycących się dyplomem i 6letnim doświadczeniem w księgowości, ale nieodróżniających kredytu od debetu musieliśmy podziękować.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 Responses to Berno – dzień 216

  1. Nieznane's awatar vanilasta pisze:

    Cos czuje, ze pracujemy w podobnym srodowisku 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  2. Nieznane's awatar sbr-->van pisze:

    outsourcing?

  3. Nieznane's awatar vanilasta pisze:

    🙂 wlasnie

  4. Nieznane's awatar saber pisze:

    a to dlatego lecisz do USA:) na szkolenie!!!
    VOLVO czy ACCENTURE?

Dodaj komentarz