Berno – dzień 299

Męczy mnie dezintegracja w firmie i te pośpiesznie podejmowane decyzje drastycznych zmian, których efekty nigdy nie mają szansy zaistnieć, bo taranowane są zaraz przez nowe mniej lub bardziej bzdurne pomysły.
W ciągu 10 miesięcy pracy zaliczyłem 2 menadżerów, którzy w krótkim czasie odeszli z firmy, teraz wszyscy spodziewamy się nowego, który też nie wiadomo czy zostanie albo raczej jak szybko się podda.
D zostanie odseparowana od zarządzania ludźmi bo ci na górze jak i HR zdali sobie sprawę, że lepiej wychodzi jej zarządzanie projektami niż ludźmi.
Niewiele to pomogło bo obecni przeciętni pracownicy wciąż odchodzą, zmęczeni ciągłą niepewnością i przepracowaniem – bardzo dobre zarobki i wysokie premie nie są stanie dłużej motywować.
Ja staram się robić swoje, ale nie każde transition można przeprowadzić tylko za pomocą telefonu – odpowiedzialność, która na mnie spada bywa, że mocno mnie przytłacza.
Poza tym, że ugrzęzłem w bagnie 3 projektów dla których nie mam czasu i brakuje mi wsparcia D. jeszcze smęci mi nad głową why does it take so long?
Kiedy R złożyła swoją rezygnację zabraliśmy ją po pracy do baru.
Nie wraca do Anglii tylko spróbuje poszukać pracy w Szwajcarii.
Sącząc drinki ludzie niechcąco wywołali prawdziwą burzę mózgów prześcigając się w pomysłach gdzie i jak ma ona zacząć szukać nowego zajęcia.
Siedziałem z boku, przysłuchiwałem się i pilnie notowałem wszystkie dobre rady w pamięci.
Późno w nocy wróciłem do domu, M był jeszcze w pracy wiec otworzyłem komputer i przejrzałem niektóre strony. Bez zbytniego podekscytowania wysłałem swoje standardowe cv do pierwszej agencji i poszedłem spać.
Następnego dnia przed 10 rano odebrałem telefon z zaproszeniem na interview do Zurychu.
Do tej pory myślałem że największym moim szczęściem była decyzja o podjęcie obecnej pracy za granicą.
Zapomniałem, że kiedy jedne drzwi do szczęścia się zamykają otwierają się inne, ale często tak wpatrujemy się w te, które się zamknęły, że nie dostrzegamy tych nowo otwartych.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz