Berno – dzień 484

Dziewczyna z recepcji parokrotnie zostawiała mi wiadomość, że ktoś usiłował się ze mną skontaktować. Nazwisko nic nie mówiło, byłem zajęty, więc zwlekałem z oddzwanianiem na wskazany numer. Dopiero na koniec dnia, kiedy uporałem się z większością spraw sięgnąłem po zanotowany pośpiesznie numer. Ku mojemu zaskoczeniu w pierwszym zdaniu obcy facet zakomunikował mi, że ma dla mnie nową pracę. Byłem wciąż w biurze, dzwoniłem ze służbowego telefonu, obok siedziała szefowa – uznałem to za mało profesjonalne, więc szybko zakończyłem rozmowę. Kubeł zimnej wody widać go nie zraził, bo zadzwonił nazajutrz rano, na mój numer prywatny – wysłuchałem go a potem udając niewzruszonego obiecałem się zastanowić, choć w głębi duszy myślałem sobie, że facet spadł mi z nieba.
Według usłyszanej kiedyś teorii istnieją grupy aktywne, które lepiej radzą sobie z wymogami nowoczesnej gospodarki i grupy bierne, nierozumiejące nowego systemu i słabo adaptujące się do nowych oczekiwań. Do tego dużą rolę w zróżnicowaniu naszego społeczeństwa odgrywa swoista kultura narzekania, a zwycięzcy transformacji nalezą do tej grupy, która z kultury narzekania najszybciej i najłatwiej się wyzwoliła. Skoro od jakiegoś czasu narzekałem na swoją pracę postanowiłem coś na to zaradzić…
Do Zurychu pojechałem w czwartek z planem, że najpóźniej na koniec listopada złoże wypowiedzenie…
Razem z M rozpatrzyliśmy wszystkie za i przeciw i zgodnie uznaliśmy, że nie ma się nad czym zastanawiać. Odpowiadało mi stanowisko, odpowiadał mi Zurich i ogólnie proponowane warunki, nawet gdyby nie udało mi się ugrać niczego więcej to i tak byłoby jeszcze lepiej niż teraz. Skuszony propozycją starym zwyczajem przygotowałem się rozmowy, ale efekt wydawał się przesądzony…

Z międzynarodowego koncernu wyszła średniej wielkości firma, z wyjazdów mógłbym liczyć na wyprawy na Wyspę Mann, z rozwiązań IT mógłbym eksportować raporty z SAP do Excela i do woli ćwiczyć formatowanie tabelek i funkcje vlookup, z międzynarodowego środowiska miałbym szefa Anglika i CFO Irlandczyka, introduction byłoby zbędne, bo ten który przede tam pracował zwariował i został zwolniony, pozostali z działu pracują od mniej niż 3 miesięcy, bo wcześniejsza ekipa złożyła wypowiedzenia a jakakolwiek dokumentacja na temat tego co ktoś kiedyś robił nigdy nie istniała…
Na koniec usłyszałem, że jestem mocnym kandydatem, choć nie zadano mi nawet jednego pytania dotyczącego moich poprzednich zajęć…
Jeśli miałbym zmieniać prace i przenosić się z jednego ‘G’ do drugiego to wole zostać w tym który znam, przynajmniej wiem gdzie nie rozgrzebywać żeby nie było smrodku…W piątek gdy wszedłem do biura i usłyszałem stare problemy i narzekania oraz D tonem nie uznającym sprzeciwu żądającą wyjaśnień ucieszyłem się że tam jestem…
Tak patrzę sobie jeszcze w kalendarz i na najbliższe tygodnie i oczy mi się same cieszą i czym tu się w ogóle jeszcze przejmować…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s