Frankfurt – na dachu świata

Rozświetlony nocą Frankfurt na 19 piętrze hotelowego pokoju obudził sentymenty i mnóstwo wciąż żywych wspomnień sprzed prawie 3 lat. Wiele razy przywoływałem w myślach obrazy konfrontując je ze stanem obecnym. Znowu stałem na dachu świata, uśmiechając się do siebie w myślach a w uszach brzmiało Big City Life try forget by, pressure ease up no matter how hard me try, Big City Life my heart have no base. Tylko jedna rzecz potoczyła się teraz inaczej, bardziej po mojej myśli.
Spotkanie po prawie 14 latach z kimś, z kim było się blisko jest nietypowym wydarzeniem.
Od lat słyszałem jak nasze rodziny wymieniały się informacjami na nasz temat, ale nikt nigdy nie wykonał tego pierwszego kroku.
Nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu, ani numeru telefonu, ani adresu, ani maila. Z czasem łatwiej przyszło mi zaakceptować taki stan rzeczy i zbytnio nie zaprzątałem sobie nią głowy. Wszyscy mamy swoje życie, własne sprawy i problemy wytłumaczyłem sobie, że tak już po prostu bywa.
To ona zadzwoniła pierwsza i pamiętam, że długo ze sobą wtedy rozmawialiśmy o wszystkim, próbując opowiedzieć sobie całe nasze życie. Choć nikt nikomu nie robił wyrzutów można było wyczuć pewien dystans. Zastanawiałem się, jaka jest teraz, jaką stała się kobietą, na ile życie i własne doświadczenia ją zmieniły.
Propozycję spotkania wysunąłem ja, zaproponowałem odwiedzić ja we Frankfurcie i spędzić wspólnie jeden wieczór.
Nie chciałem od razu spędzać kilku dni, bo nie potrafiłem sobie wyobrazić jak będzie, nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać i jak to się wszystko dalej potoczy.
Kilka razy udało mi się z nią naprawdę porozmawiać, o co było nie trudno, bo ona jakby w ogóle nie bała się oskarżeń, właściwie w ogóle nie była spięta, oczekiwałem z jej strony inicjatywy, niż sam chciałem z nią wychodzić, bo przecież przyjechałem, to był gest z mojej strony. Nie wiedziałem, że ona zapraszając mnie myślała dokładnie to samo, przecież już kiedyś przestałem być jej potrzebny, miała swoje nowe życie, a ja byłem tylko wyrzutem sumienia, pocztówka wysłaną z przeszłości.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz