Po nauczce zeszłego roku w domu postanowiłem spędzić tylko kilka świątecznych dni.
Po raz pierwszy od ponad 5 lat znowu spałem w swoim dawnym pokoju i wstyd się przyznać, ale dokuczał mi brak standardów, do których zdążyłem się ostatnio przywyknąć. Brak miejsca, harmider, ciągle ględzenie rodziców, klepanie zdrowasiek babci, bałagan, obecność i chomikowanie starych niepotrzebnych rzeczy doprowadzało mnie do pasji. Nic nie mówiłem rodzicom żeby nie robić im przykrości, ale byłem szczęśliwy, kiedy odwozili mnie na lotnisko.
Niechętnie to przyznaje, ale zorientowałem się ze przywykłem do lepszego życia i trudno mi odnaleźć się w tym poprzednim. Poza tym im rzadziej widuje rodziców, tym łatwiej dostrzegam jak oboje zaczynają się starzeć.
Starałem się odpędzić od siebie wszystkie temu podobne myśli, bo nie powinno się w ten sposób w ogóle myśleć o rodzinnym domu ale…
Nie spotkałem się ani z M ani z W, odkąd wyszły za mąż a w ich życiu pojawiły się dzieci nic nie jest takie jak kiedyś, ale nie mam o to żalu słysząc jakie są szczęśliwe…
W swoim ulubionym wrocławskim hotelu spotkałem koleżankę ze studiów, która okazała się w nim pracować.
Jak w zwykle przy takiej okazji zostawiłem w nim też kolejne bardzo żywe wspomnienie upojnego i emocjonującego wieczoru.
Z nowym rokiem z niecierpliwością czekam na wyjazdy: Stambuł, Pekin, Dublin, Zagrzeb, Sofia, Bukareszt, Dusseldorf, Teheran, Helsinki, Dar es Salaam, Zanzibar. Podróże stają się formą ucieczki od codzienności.
Gdybym tylko mógł chciałbym być we wszystkich miejscach jednocześnie, czuje dziwny niepokój jakby wszystko to miało się niedługo skończyć a ja nie zdążę zrealizować swoich planów i choć w tym roku odwiedziłem nie mało miejsc, wciąż na nowo odkrywam w sobie żyłkę podróżnika.
M. wciąż jest mężczyzną, z którym chce oglądać świat. Choć złości się, kiedy planuje wyjazdy z 10miesiecznym wyprzedzeniem to cieszy się i chwali nimi w pracy i przed znajomymi.
