Dublin

3 dniowa wizyta w moim niedoszłym mieście zamieszkania pozostanie w pamięci na dłużej, w trudnych chwilach będzie służyła do podbudowania mojego samczego ego a na starość będzie perełką ze wspomnień.
Po pierwsze, na własne oczy przekonałem się że w Dublinie też czasami świeci słońce i że nie zawsze jest tutaj tak smutno, szaro, przygnębiająco depresyjnie, żeby nie nazwać tego dosłownie.
Pobyt w hotelu mojej ulubionej sieci przyniósł moc niezapomnianych doznań a gdyby ściany i łóżko mogły mówić, powstałby z tego niezły materiał na hit filmowy klasy xxx…
Po drugie, na spotkanie przyleciała prawdziwie zjawiskowa R, która kolejny raz udowodniła mi, jak równa jest z niej babka, dając popis na kolacji w Brasserie, podczas której dała się poznać od niecodziennej strony wlewając w siebie ponad pół butelki czerwonego wina i opowiadając przy tym sprośne historie. No bo nie wszyscy Niemcy są nudni sztywni i bezbarwni…
Po trzecie, odbyłem aż 3 ekscytujące randki, wszystkie uwieńczone kosmicznymi orgazmami, czyli we własnym mniemaniu odniosłem pełen sukces.
Południowoafrykańczyk okazał się przemiłym i dowcipnym rozmówcą ze słabością ku Polakom i waniliowym sesjom a żonaty, na pozór wydawać by się mogło, że niepozorny nieśmiały i ułożony Chorwat w eleganckim ubraniu – wulkanem energii i rozpusty. Potwierdza się znowu moja teoria – im bardziej facet na początku sprawia wrażenie niedostępnego, srogiego macho, a w dodatku piastuje wysokie odpowiedzialne stanowisko, tym większy z niego zwierzak i łatwiej i chętniej poddaje się wyuzdanym praktykom seksualnym pozwalając robić ze sobą dosłownie wszystko.
Oczy zaszły mi spermą (dosłownie i w przenośni) podczas maratonu, który zorganizowaliśmy wspólnie w czwartkowy wieczór, a hotelowy materac wchłonął wszystkie nasze wypociny zdając przy tym test na wytrzymałość…
Łajdak ze mnie i spotka mnie w końcu za to kara, ale z ognistym Chorwatem spotkam się ponownie tyle, że pewnie w piekle…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz