Teheran

Mówi się że to co stało się później z szachem było w istocie bardzo irańskie. Od niepamiętnych czasów panowanie każdego kończyło się w żałosny i haniebny sposób. Albo ginął ze ściętą głową lub nożem w plecach, albo wymykał się śmierci, ale musiał uciekać z kraju i dopiero później umierał na zesłaniu, opuszczony i zapomniany. Może były jakieś wyjątki, żeby szach umarł na tronie śmiercią naturalną i dokonał żywota otoczony szacunkiem i miłością.

Nie pamięta się, żeby naród opłakiwał któregoś z szachów i odprowadzał go do grobu ze łzami w oczach. Zazwyczaj szachowie tracili koronę i życie w przykrych dla siebie okolicznościach. Lud uważał ich za okrutników, wytykał podłość, ich odejściu towarzyszyły wyzwiska i przekleństwa tłumu, a wiadomość o ich śmierci stawała się radosnym świętem. My Europejczycy nie rozumiemy tych rzeczy, bo dzieli nas głęboka różnica tradycji. W naszym kraju, jeżeli ludzie słyszą, że jakiegoś monarchę spotkał okrutny los, odruchowo przenoszą na niego uczucia zrodzone z innej tradycji, z innego doświadczenia i darzą pokaranego władcę sentymentem, myśląc sobie jaki biedny musi być ten człowiek, któremu tak bezlitośnie zabrali koronę.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz