Na początku roku przeglądając promocje w hotelach natknąłem się na ofertę
Radissona w Wiedniu. To miasto wydało mi się ciekawym miejscem na spędzenie tam urodzin. W tajemnicy przed M zarezerwowałem dla nas pobyt a o całym pomyśle
poinformowałem dopiero w maju, kiedy niespodziewanie podczas niedzielnego
śniadania zapytał mnie czy myślałem już jak spędzimy w tym roku moje urodziny.
Prawda jest taka, że M jest zły, kiedy planuje nasze wyjazdy z dużym wyprzedzeniem, uważa ze życia nie można zaplanować a ja na każdym kroku staram się mu udowodnić że jednak można…
Po ostatniej mojej akcji z kupowaniem biletów na Zanzibar na 10 miesięcy przed wyjazdem musiałem mu obiecać już nigdy tego nie zrobić. M. uważa mnie za porządnie szurniętego pod względem planowania. W październiku ledwo wróciliśmy z urlopu na Bali a ja już na następny dzień mogłem planować przyszłoroczne wakacje. Dlatego właśnie żeby zbytnio go nie denerwować na wszelki wypadek nic mu nie wspominałem i za jego plecami zacząłem organizować nasz wyjazd. Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal.
Czasami, gdy spotykamy się z naszymi wspólnymi znajomymi ostrzega ich by nie zaczynali tylko w mojej obecności tematu urlopów i wyjazdów, bo ja mam już w głowie zaplanowane wszystko na kilka lat na przód i tylko czekam na okazje żeby moc o tym opowiadać.



W noc przed wylotem, dokładnie o północy M wręczył mi urodzinowe prezenty. Dostałem
markowy pasek, który wspólnie podziwialiśmy na wystawie u Bernis’a, butelkę
ulubionych perfum, kolejna serie ulubionego serialu na dvd i bilet pierwszej
klasy do Zurychu skąd wylatywaliśmy do Wiednia. Niemal w tym samym momencie
dostałem pierwsze smsy z życzeniami.
Do Wiednia mam sentyment odkąd przyjechałem tam pierwszy raz z A. Zapamiętałem uczucie jak niesamowite wydało mi się to miasto, zostawiłem tam masę fajnych wspomnień, wydarzeń i pilota wycieczki.
Radisson Palais bardzo spodobał się M. Gustownie urządzony pokój z widokiem na park i
pomnik Straussa trafił w jego czuły punkt. Jednym z pierwszych miejsc, do
którego udaliśmy się tego dnia była kawa w hotelu Sacher. Popijając prosecco
odbierałem kolejne smsy z życzeniami. Nie spodziewałem się ile osób może o mnie
pamiętać tego dnia, dlatego czułem się jeszcze bardziej spełniony, ze spędzałem
ten dzień właśnie tam, w eleganckim hotelu, u boku ukochanego mężczyzny, w
ciepły słoneczny lipcowy dzień.
