Przygoda na Zanzibarze

Wczesnym wieczorem, wbrew ostrzeżeniom obsługi hotelu wybraliśmy na spacer wzdłuż ciągnącej się kilometrami rozległej pustej plaży. Plaża obok hotelu Fairmont jest rajsko malownicza, niemal pocztówkowa, ale… nieoświetlona, nie ma tu niestety żadnej promenady ani typowego deptaka tylko bezkres piasku, morza i palm.
Gdy wychodziliśmy słońce dopiero, co zaczęło zachodzić za linie horyzontu, rozmawiając nie zauważyliśmy nawet jak bardzo oddaliliśmy się od ośrodka i wtedy niespodziewanie zrobiło się bardzo ciemno. Dopiero wtedy zrozumiałem, co miał na myśli personel odradzając nam zapuszczanie się tutaj po zmroku. Dokoła panowała ciemność, nie widziałem nawet czubka swojego nosa, słychać było jedynie fale uderzające o brzeg i odgłos zapadających się w piasku naszych stóp. Postanowiliśmy trzymać się blisko i tą samą drogą wrócić do hotelu, którego światła wcześnie czy później spodziewaliśmy się dojrzeć. Początkowo szło nam całkiem dobrze, dopiero gdzieś w połowie drogi niespodziewanie usłyszeliśmy głośne ujadanie psów, które najpierw dochodziło do nas z daleka, po czym stopniowo zbliżało się w naszym kierunku. Okazało się, że naszą obecność wyczuły bezdomne psy, które przybiegły w naszą stronę. Otoczyły nas, biegały wkoło szczekały wskakując raz po raz do nóg, kolan czy pasa, balem się ze ugryzą mnie w jaja, bo na plażę wybrałem się w samych spodenkach, nie miałem nawet koszulki. Skaczące i obszczekujące nas psy, może i chcące tylko się z nami bawić za to w panującej całkowicie ciemności sprawiły, żeby wpadłem w totalną panikę, że nie wiedziałem czy uciekać na oślep, chronić nogi, krocze, ręce a może stanąć w miejscu i czekać aż same znudzą się i odejdą. W każdym razie było to najdłuższe kilka minut w moim życiu, zaschło mi gardle i najadłem się strachu, że któryś z nich niespodziewanie skoczy mi nagle do gardła a ja nawet nie zdążę zareagować.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s