Na zewnątrz zrobiło się zimno i byle jako, ale niezrażeni tym spędziliśmy weekend poza domem. W całej Europie na dobre rozpoczęły się świąteczne jarmarki, Paolo i Fabienne odrzucili propozycje wyjazdu do Colmar, wobec tego sami, tylko we dwoje polecieliśmy do Bawarii. R pomogła mi zarezerwowaniu pokoju w Meridien, więc zatrzymaliśmy się w samiuteńkim centrum.
Jako Polak podczas zimy zazdroszczę Francuzom i Niemcom Weihnachtsmarktow.
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem je w Alzacji wrażenia trudno było opisać. Końcówka listopada, pada śnieg, typowe polskie miasto staje się szarym smutnym miejscem, pełnym popsutych albo nadszarpniętych czasem neonów, z wywieszonymi na wystawach kartkami ”Wesołych Świąt” i wciśniętym gdzieś pomiędzy plastikowym Jezuskiem. Tutaj już w listopadzie na każdym większym placyku stawia się kramy i wielkie choinki z lampkami.
Świąteczne jarmarki to przede wszystkim niesamowita atmosfera -niby w listopadzie i grudniu szybko zapada noc, a ludzie spieszą się do domów, ale bożonarodzeniowy targ mieni się tysiącem świateł, a między budkami przeciska się tłum: jest gwarno, ciepło, przyjemnie, lekko odpustowo, w powietrzu unosi się zapach goździków i cynamonu, które dodaje się do Gluehwein – grzanego wina, obowiązkowego elementu Weihnachtsmarktu. Przechadzając się między straganami, gdzie sprzedawano kiełbaski, czekoladowe kalendarze adwentowe, całe tony ozdób choinkowych i olbrzymie pierniki myślałem sobie, czy w Polsce wesoły i kolorowy targ byłby do przyjęcia, bo adwent wcale nie musi byś smutny i szary.
Tour de shops przekonał nas, że pod względem zakupowym lepiej pojechać gdzie indziej. W ścisłym centrum przeważał szmatoland w stylu H&M, C&A i Esprit a w dużych centrach handlowych głównie Hugo Boss – lepszy gatunkowo, ale zachowawczy i mało finezyjny. Na ulicach matki Niemki, z kolorowym fiu bździu na głowie, w dekatyzowanych spodniach z obfitym haftem, znad których wylewał się plaster sadła, mahoń podsmażany na solarce. Dookoła biegające zezowate dzieci z tępą twarzą po matce na widok, których aż chciało się zawołać a żebyś się przewróciło na pysk, a jak to coś otworzyło buzie to mieliśmy wrażenie, że pracuje nad jakąś nową formą logiki albo koduje tajne przesłanie do centrali.
Dla siebie odkryłem truskawki na patyku polane czekoladą i prosecco z sokiem pomarańczowym na śniadanie.
Archiwum
Tagi
- Afganistan
- amore
- Anglia
- Arabia Saudyjska
- Australia
- Austria
- Azerbejdżan
- Bahrajn
- Bali
- Brazylia
- Chile
- Chiny
- Ekwador
- emigracja
- Estonia
- Fidżi
- Filipiny
- Francja
- GH
- Gruzja
- Hawaje
- Hiszpania
- Holandia
- Hongkong
- Indie
- Irak
- Iran
- Irlandia
- Japonia
- Kanada
- Karaiby
- Katar
- Kazachstan
- Kirgistan
- Kolumbia
- Liban
- Libia
- Malezja
- Malta
- Mjanmar
- Mądrości
- Niemcy
- Nowa Zelandia
- Oman
- Pakistan
- Palau
- Panama
- Peru
- podróże
- Polinezja
- Portugalia
- praca
- RTW
- Serbia
- Seszele
- Singapur
- St. Maarten
- studia
- Syria
- Szwajcaria
- Tadżykistan
- Tajlandia
- tanzania
- Turcja
- Turkmenistan
- USA
- Uzbekistan
- Warszawa
- Wietnam
- Wrocław
- Wyspy Cooka
- włochy
- Zanzibar
- ZEA
- związek
