Priscille – Królowe Pustyni

Wynajętym samochodem pojechaliśmy do Arizony. Prawie 2 godziny zajęło nam wydostanie się z Vegas, bo gdy raz zgubiliśmy zjazd z autostrady okazało się że następny jest dopiero za 100 km.
Śmiechu co nie miara było przy pakowaniu naszych walizek. Skoro mogliśmy liczyć na słoneczną pogodę i malowniczą Route 66 zdecydowaliśmy się na eleganckie cabrio… z bardzo ograniczonym miejscem na bagaże. M zademonstrował prawdziwy popis akrobatyki byleby zmieścić wszystkie nasze walizki w bagażniku, a ja wcale mu nie pomagałem tylko stałem jak dupa nie mogąc przestać się śmiać.
Podróż do Grand Canyon National Park zajęła nam prawie 4 godziny, z krótkim postojem przy Tamie Hoovera. W Kanionie w nocy temperatury spadały do blisko zera stopni, co dla organizmu przywykłego do upałów w ciągu dnia, było nieprzyjemnym szokiem. Rano po śniadaniu pojechaliśmy prosto na małe, ukryte wśród drzew, lokalne lotnisko na spotkanie z naszym pilotem. M mocno zaaferowany perspektywą lotu nad kanionem trajkotał bez przerwy, kręcił się w fotelu nieustannie pstrykając zdjęcia aż do momentu, kiedy zaczęło silnie rzucać naszym helikopterem i biedny musiał sięgnąć po papierową torebkę przytwierdzoną do bocznej kieszeni fotela…
Przy kolacji w hotelowej restauracji rozmawialiśmy o nas, bardzo szczerze, bez przekłamań i niedomówień. Obaj zgodziliśmy się, że doszliśmy do etapu gdzie międzynarodowe pary muszą się określić i zdecydować co dalej: czy zostać w obcym kraju czy jechać gdzie indziej, czy może wracać, która ze stron skłonna jest na większy kompromis albo nawet poświecenie.
Nie odpowiedzieliśmy sobie wprost na wszystkie pytanie, ale myślę że wybór jest tylko pozornie trudny, bo obaj już zdecydowaliśmy – górę wzięły zdrowy rozsadek i zachowawczość.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s