Rano poleciałem do Warszawy. Dzień to nie był to może najlepszy, bo akurat przypadała rocznica jak z nieba spadla kaczka, na szczęście jadąc do Radissona a potem na Agrykole miasto nie wydawało się zbyt zakorkowane, choć w radiu trąbili o pochodach, zgromadzeniach, wiecach i innych manifestacjach.
Wyboru zbytniego nie miałem, akurat w tym samym dniu przypadały urodziny K. a tego odpuścić nie chciałem, zwłaszcza, że na urodzinową kolację wybraliśmy Atelier Amaro – pierwszą w Polsce restaurację uhonorowaną gwiazdką Michelina. Tak naprawdę był też i inny powód mojego powrotu do stolicy (w weekend byłem odwiedzić P. i E. spodziewających się niebawem pierwszego potomka), ale o tym pisać nie chcę, bo po co…skoro uwieczniłem wszystko na filmie…
Wyczytałem gdzieś, że Polacy generalnie nie jadają poza domem, że prawie połowa robi to rzadko albo nigdy – i albo ich nie stać a jeśli nawet, to obiad w restauracji oznacza pizzę, hamburgera, kebab, zapiekanke albo żurek – niestety.
Michelin często oskarżany jest o wspieranie luksusu i słusznie. Z drugiej strony gwiazdka to swego rodzaju dowód uznania dla rozwoju ekonomicznego kraju. Elitarne, gwiazdkowe restauracje są głównie w krajach na tyle zamożnych, by mieć klientów na podobnego rodzaju rozrywkę.
Podaje się tu tzw. menu degustacyjne. W Amaro trzydaniowe kosztuje 150 zł od osoby, pięciodaniowe – 250 zł, a ośmiodaniowe 300 zł. Kolacja dla dwóch osób z winem to ok. 1000zł, ale aby tu zjeść, trzeba czekać na stolik kilka tygodni. Gotowanie, żeby kogoś nakarmić, bo jest głodny, to coś zupełnie innego niż prawdziwa sztuka kulinarna. Jedna osoba lubi teatr, inna drogie perfumy, inna podróże a ktoś wizytę w dobrej restauracji…
Typowe danie: borowik, trawa żubrowa, trufla albo sarna, szałwia, musztard. Na przykład: grzyby, grasica, mech to zupa z leśnych grzybów z grasicą, kwiatem nasturcji, owocami aronii i esencją mchu leśnego.
Atelier Amaro to w naszym kraju na pewno nowy, restauracyjny sufit. Niby zwyczajna restauracja a wygląda zupełnie inaczej i podaje też zupełnie odmienne rzeczy, których nie można zobaczyć choćby w programie wulgarnej pani Gessler.
Właściciel tworzy nowoczesne potrawy, które nie istniały dotąd w polskiej kuchni, kreuje naszą kuchnie od zera, z dostępnych produktów, edukuje ludzi, co jeść i pokazuje alternatywę dla kebaba i frytek.
Można zarzucić mu, że porusza się w abstrakcji, bo kogo stać wydać paręset złotych na obiad…
Poraz kolejny jestem wdzięczny losowi, że mogłem sobie na ten zbytek pozwolić…
