Matka totalnie mnie rozwala…

O rodzicach nie powinno się źle ani mówić ani pisać, nie wypada ich tak samo bezpośrednio krytykować, bo należy im się Szacunek, bo ma się starych tylko jednych poza tym rodziców się nie wybiera. Ala czasami człowiek musi, inaczej się udusi…

W moim wrocławskim mieszkaniu zepsuł się kran doprowadzający wodę do pralki. Byłem akurat z M. we Wrocławiu, pojechaliśmy tam więc razem, potem zadzwoniłem do rodziców zapytać czy nie znają przypadkiem jakiegoś hydraulika – usłyszałem żebym sobie zobaczył w gazecie…
Jakbym obuchem w głowę dostał, ale bez wchodzenia w szczegóły, zdecydowałem się przebukować bilet i zostać we Wrocławiu dzień dłużej i samemu dopilnować całej naprawy. Odwiozłem M. na lotnisko a na wieczór zorganizowałem wizytę hydraulika. O kosztach całej operacji nie wspomnę, bo niby na biednego nie trafiło…

Matka na każdym kroku powtarza, że traktuje mnie i mojego młodszego brata na równi, stara się utrzymać tą równowagę od lat. Jeśli pomagali mi finansowo na studiach, pomagali i jemu, jeśli dołożyli mi się do wkładu przy kupnie własnego M2 zrobili to samo dla mojego brata.

Ostatnio jednak przestaje mi się coś ta cała sytuacja podobać. Najpierw w czasie świąt przy wigilijnym stole matka wspomniała coś ukradkiem, że mógłbym dać bratu z 50 albo 100 tysięcy by zmniejszyć mu miesięczną ratę kredytu, bo jestem starszy, lepiej zarabiam i winien jestem się z nim wszystkim dzielić i pomagać mu żeby miał łatwiej i lepiej. Tak się akurat składa, że jej siostra ma 3 domy, ale jakoś żadnego jej nie odstąpiła, ale o tym już rozmawiać ze mną nie chciała, nie było z nią w ogóle dyskusji na argumenty, więc szybko ucięliśmy temat.
Niedawno z ojcem poprosili mnie o pożyczkę, na kupno nowego auta. Obiecałem i pożyczyłem, nie musieli dołożyć nawet złotówki, auto nabili za gotówkę. Chociaż wiem, że mają własne oszczędności i na nowe auto ich stać, nie chcieli ruszać zaskórniaków żeby nie stracić odsetek. Ja swoje straciłem, ale rodzicom żałować nie będę.
Teraz matka zadzwoniła do mnie, że jednak swojego starego auta nie sprzeda tylko odda go młodszemu bratu, bo on jest taki biedny jeżdżąc komunikacją miejską. Brat prezent przyjął bez wahania, zobowiązując się do samodzielnego utrzymywania auta, ale jak na razie za benzynę, przegląd rejestrację i ubezpieczenia bulą rodzice…
Gdy mi o tym wszystkim opowiedziała przez telefon szlag mnie trafił, ale się powstrzymałem. W końcu to ich auto i mogą z nim zrobić, co zechcą, nic mi do tego, mogą go sprzedać, spalić albo oddać bezdomnemu albo i bratu. Wzburzyłem się tylko jak usłyszałem po raz kolejny, że obaj jesteśmy dla nich ważni i obu nas starali się zawsze równo wspierać… Nie skomentowałem całej tej sytuacji.

W dniu, kiedy po raz pierwszy mój brat samodzielnie pojechał zarejestrować auto, w drodze powrotnej do domu rozbił samochód, w rezultacie, czego trzeba teraz zapłacić za jego naprawę. Matka zadzwoniła do mnie, że musimy mu przecież pomóc, bo on jest biedny i nie ma, z czego zapłacić i ile chcę dołożyć się razem z nią do tej naprawy.
Rzuciłem telefonem.
Oddzwoniła do mnie w chwilę później twierdząc, że chyba coś nas rozłączyło… – Nie mamo, ja rzuciłem przed chwilą słuchawką…

Mam skończone 35 lat, mój brat 28 – zastanawiam się ile lat potrzebuje mieć człowiek, żeby wreszcie samodzielnie wkroczyć w dorosłe życie? W sumie powinienem mieć to w dupie, nie wtrącać się, zająć się swoimi sprawami i ogólnie powinno mnie to wszystko ani ziębić ani grzać, ale tak nie jest…

Myślę, że obaj z bratem mieliśmy dużo szczęścia, że mogliśmy zawsze liczyć na naszych rodziców, że obojgu nam pomagali zaczynać samodzielne życie, urządzić mieszkanie, z drugiej strony uważam, że dali nam równy dostęp do edukacji, wszelakich możliwości kursów językowych i wyjazdów, wspierali mniej lub bardziej w życiowych decyzjach, ale w końcu trzeba kiedyś umieć powiedzieć dosyć. Obaj z bratem jesteśmy już na tyle dorośli, że mamy własne prace, obowiązki, podejmujemy samodzielnie decyzje, żyjemy własnym życiem. Mój brat wciąż jakby jednak nie waha się przyjmować od moich rodziców pomocy w postaci bardzo drogich prezentów (remontu kuchni, zakupu owego laptopa, robienia codziennych zakupów, a teraz to auto). Ja też się dołożyłem na początku do jego mieszkania: kupiłem mu meble do dużego pokoju, teraz rok w rok funduję mu egzotyczne wyjazdy od Azji po Amerykę Południową, ale chyba gdzieś po drodze zatraciliśmy umiar, w konsekwencji zaczęliśmy popełniać jeden błąd za drugim i niechcący wyhodowaliśmy sobie pasożyta.
A może tylko ja źle to wszystko widzę i kutas ze mnie a nie brat, bo rodzice mają prawo pomagać dzieciom tak długo jak chcą i ile chcą, bo mają do tego prawo, taka ich rola a ja powonieniem siedzieć cicho, przejść z tym do porządku dziennego i zamknąć dziób. Ostatnie, czego chcę to kłócić się z rodzicami o pieniądze.
Z drugiej strony znam siebie – jeśli kiedyś ich zabraknie ja z bratem cackać się nie zamierzam, póki będzie miał dach nad głową i nie będzie głodował pomagać mu nie zamierzam…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s