Blaski i cienie życia we dwoje

M jest tak skonstruowany, że wszystko robi na ostatnią chwilę. Do pracy wstaje na pół godziny przed wyjściem, do pociągu zawsze biegnie bo wychodzi 2 minuty przed jego odjazdem, nim wyjdzie z domu zdąży jeszcze pozmywać wszystkie naczynia, pościelić lóżko, nakarmić kota i poodkurzać a jak się niechcąco upapra to nawet zmienić koszule. Po co pakować się wieczór przed wyjazdem albo wstawać kwadrans wcześniej żeby się ogarnąć?! Nie, on zdąży ze wszystkim w 45 minut. Dzisiaj poleciał do Bari zobaczyć się z D. Specjalnie dla niego kupił prawie kilo różnych gatunków sera żeby zawieźć je w prezencie. Rano się śpieszył i zapomniał zabrać je z lodówki – chciałem zapytać go przez telefon czy mogę je teraz spałaszować, ale po tonie głosu zrozumiałem, że tylko bym się niepotrzebnie naraził…

Kupiliśmy z M dwie olbrzymie szafki na buty, jedna dla niego a druga dla mnie. Moja jest do połowy pełna a jego… No cóż, zmuszony zrobić inwentaryzacje obuwia okazało się, że posiada 30 par butów. Ile razy wraca z Włoch przywozi nowe a ja strofuje go, bo nie mamy gdzie ich trzymać. Król butów.

M po tym jak wpadł w trans na via Condotti w Rzymie zakupił m.in. kilka designerskich T-shirtów znanych marek. Popatrzyłem na te „małe dzieła sztuki” i wyglądały na tanie, brudne i wytarte ubrania. M zarzucił mi ignorancje. Jedna granatowa pełna jest małych nieregularnych dziurek jakby dorwały się do niej wcześniej mole. Mógłbym mu zrobić taką sam szpikulcem do lodów albo dziurkaczem do papieru.
Druga delikatna i przezroczysta jak gdyby z jaśminu, ale jakby postrzępiona, pełna wychodzących ze szwów cieniuteńkich nitek. Nauczyłem się zwalczyć w sobie pokusę, żeby mu ich nie wyrywać, ale nasi znajomi niekoniecznie i co jakiś czas słyszę krzyk M „niee, co ty robisz, zostaw to, to tak ma być!”.

Słoneczne Miami. Wracamy z urlopu. Bal Harbour. Butik Prady. M. przegląda rzeczy i szuka czegoś dla siebie. Oferującego mu pomoc latynoskiemu sprzedawcy pyta od niechcenia: „Queste cose qui sono originale?” Wyelegantowany Pan obrusza się na takie pytanie, ale odpowiada grzecznie – „Oczywiście to oryginalna Prada”. „Oryginalna?! Naprawdę?” – Dopytuje jakby z niedowierzaniem M. „Tak, to oryginalne wyroby marki Prada”. Marco odwraca się, dotyka swoich spodni, koszuli, pokazuje buty i woła z mocnym włoskim akcentem „Questo e Prada originale. Prada Milano. Here tutto Prada Miami…”

Wyspa Wielkanocna. Zwiedzamy Rano Kau albo Tongariki czy inne Ahu. Tracę M. na 5 minut z oczu. Wraca z mega wielkim naszyjnikiem z korali na szyi. Ja wkurw, ale tego nie okazuje. Tatuaże, kolczyki kojarzą mi się wyłącznie z facetami, którzy lubią szczoszki, skarpety i inne brudy. Korale i pierścionki to dla mnie przegięcie w druga stronę. M. wydaje się zauroczony swoim zakupem, ja mało komentuje, udaję, że jestem niewzruszony jego zakupem. Za to przy byle pierwszej okazji: „Pietro, potresti farmi un favore?”. „Si, certo amore lo faccio ma prima togli questa schifezza”.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz