V. Gdy była kiedyś w Japonii opowiadała mi że po kilku dniach pobytu sushi wychodziło jej bokiem, że marzył jej się talerz solidnej pasty albo smak pizzy – śmiałem się z niej wtedy słuchając tych opowieści. Wracając z pracy wpadłem do Yooji’s sprawiłem sobie całkiem spory zestaw na wynos plus butelkę różowego prosecco. Pakować mi się nie chciało, w domu zauważyłem że M. przed wyjściem do pracy przyszykował sobie wszystkie ubrania i rzeczy które wystarczyło tylko wrzucić do walizki, a ja musiałem jeszcze dojrzeć do tej czynności. W rezultacie pakowałem się dopiero o 5 rano, bo przez cały wieczór leżałem leniwie na kanapie i robiłem wszystko byle tylko odsunąć od siebie tą nudną czynność. Z okazji 40. urodzin zabieram M. do Japonii. Na ten pomysł wpadliśmy w zeszłym roku i nawet zaangażowałem w ten plan jego szefa żeby mieć pewność że dostanie wtedy urlop.
Rozmawiałem przez telefon z L., nie brzmiała radośnie jak zwykle, była zrezygnowana i zmęczona – opowiedziała mi ze wylądowała właśnie w Ft. Lauderdale i zabiera rodziców i rodzinę na kilka dni na rejs po Karaibach – zespól jej się posypał, po raz trzeci od lipca zmienił jej się szef i potrzebowała resetu.
