This is it – W zeszłym roku w marcu usłyszałem te słowa od K. na pożegnanie, potem w maju zwolnili G.H i zostałem sam. Dziwne to uczycie po raz ostatni wychodzić z biura, do którego przychodziło się przez ponad 9 lat, w ostatnim tygodniu miałem świadomość, że każda chwila jest tą ostatnią. Razem z Bianca i Audrey urządziliśmy sobie pożegnalne lunch party w sali konferencyjnej na 4p, nie mogło zabraknąć butelki szampana z czym musieliśmy się trochę kryć w końcu wciąż byliśmy jeszcze w pracy. Pożegnalne przyjęcie niespodzianka, które zorganizowali dla mnie L i V. było okazją by po raz ostatni spotkać się z ludźmi, z którymi pracowałem na co dzień, były przemówienia, wspomnienia, dużo śmiechu, prezenty. Bianca i Bettina zgodnie przyznały, że mogło być znacznie gorzej, nie było korpo szopki ani sztucznych uprzejmości, nawet dyrektorka mnie wyściskała.
Wróciłem do domu, M. był jeszcze w pracy, otworzyłem butelkę wina i nawet nie wiem kiedy ją skończyłem, zmęczony położyłem się spać.
Uświadomiłem sobie jaki kawał świata zobaczyłem przez tę ostatnią dekadę. Po raz ostatni wyszedłem na taras zapalić papierosa, po czym spakowałem swoje rzeczy i ostatecznie zamknąłem za sobą drzwi.

About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
praca i oznaczony tagami
praca. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.