Copacabana

Copacabana jest rzeczywiście piękna i klimatyczna. Pomimo umiejscowienia w olbrzymiej metropolii jest nad wyraz dobrze utrzymana. To miejsce ma coś takiego w sobie, co trudno nazwać, ale to przyciąga i sprawia, że chce się tam spędzać czas.

Bycie fit to tutaj styl jeśli nie motto życia: sport, piłka, plaża, spa, siłownia. Mnóstwo kaloryferów, sześciopaków aż chce się trzeć parmezan na klatach przedstawicieli płci męskiej – nieustannie musiałem znosić widok dobrze zrobionych facetów, nawet ci po 40. widziałem jak podnoszą poprzeczkę. Spora część mieszkańców wydaje fortunę na bardziej inwazyjne poprawianie swojego wyglądu co też rzuca się w oczy. Ciało jest  w tej części świata inwestycją na życie, paszportem do sukcesu, kariery, salonów, świetlanej przyszłości. Brazylijczycy mają kompletnego fioła mna tym punkcie. To samo zęby, każdy ma równiuteńkie białe zęby, żadnych przebarwień, ubytków, dzieci od najmłodszych lat noszą aparaty, które są tutaj odpowiednio tańsze. Nie dziwi mnie tutejszy kult ciała, w Miami czy w Kalifornii o podobnym klimacie panuje ten sam zwyczaj.

W ciągu dnia jest ciepło, ale nie gorąco bo jest przecież zima. Za to o poranku i wieczorami chodzę w kurtce bo jest mi zimno.

Unknown's avatar

O saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz