Welcome to Dubai

K. ożeniła mnie ze swoim bagażem. Okazało się, że w dniu wylotu RAV postarał się zapewnić jej dodatkową atrakcję w postaci kursu dokształcającego. Żeby nie stracić ubezpieczenia musiała stawić się o 8 rano w wyznaczonym miejscu. Spotkaliśmy się dzień wcześniej, wziąłem od niej mini torbę a sam zacząłem pakować się do mega wielkiej walizki. Nadal nie wiem jakim cudem udało jej się spakować na 4 dni do tak niewielkiego bagażu. Poza tym ojciec jej kolejnego dziecka niespodziewanie nadwyrężył sobie kręgosłup i ni stąd ni zowąd jej wylot stanął pod znakiem zapytania. K. nie byłaby sobą gdyby czegoś nie zorganizowała by nasz wyjazd doszedł do skutku.
V. przyjechała do Berna specjalnie z Amsterdamu, zostawiła córkę z babcią, męża oddelegowała do Londynu z obietnicą, że po powrocie polecą w podróż poślubną do Norwegii na śnieżny kulig…
M. wyściskał mnie przed wyjazdem, życząc udanej podróży w cargo. Okazało się, że pierwszy raz od 6 lat będę znowu leciał w ekonomiku co wprawiło mnie w bardzo wesoły nastrój. Niestety prawdą jest, że człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego ale w drugą stronę działa to dość opornie. Postanowiłem jednak potraktować to doświadczenie jako opportunity a nie jako miejsce gdzie mógłbym złapać żółtaczkę. Nadaliśmy bagaże, zabrałem V. do Senator loungu na śniadanie i lampkę szampana po czym razem z K. wszyscy posłusznie ustawiliśmy się w kolejce dla pasażerów klasy ekonomicznej. Od samego początku strzelaliśmy zdjęcia, niektóre zwłaszcza z serii sleeping beauty przejdą do historii.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz