Welcome to Kuala Lumpur

Drogę z KLIA znam już chyba całą na pamięć, liczyłem tylko bramki na autostradzie kalkulując za ile dojedziemy do Bukit Bintag. Na szczęście była niedziela i nie staliśmy w korkach. Identyczny pokój, z widokiem na wieże Petronas i ten sam scenariusz spotkań z lokalnym kolorytem. Jak zwykle było niezapomniane – mam tylko nadzieję, że te ekscesy nie odbiją mi się w przyszłości na moim zdrowiu. Pomimo pory deszczowej przez te parę dni prawie w ogóle nie padało, trochę dokuczał mi tylko jet lag, ale nauczyłem się już sobie z nim radzić. Ja to jednak mam narąbane jak cyganka w tobołku, dopiero co wylądowałem i wsiadłem to taksówki a już obmyślałem kiedy znowu uda mi się wrócić do Kuala Lumpur? Wszystko zależy od tego kiedy znajdę nową pracę, najchętniej przyleciałbym tutaj znowu w maju, ale póki nie mam nowego zajęcia M. krzywo patrzy na wszystkie tego typu eskapady. Przez chwilę zamarzyło mi się Bali i Nowa Zelandia, wszystko przez D. który wysłał mi fragment swojego koncertu w Operze w Sydney, ze wzmożoną siłą wróciło dobrze znane mi już ściskanie w dołku i pragnienie, nawet znalazłem sobie bilet, ale w ostatniej chwili przed zakupem powstrzymał mnie zdrowy rozsądek.

https://www.youtube.com/watch?v=OLOZiMAzokc

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz